Miesięczne archiwum: Lipiec 2013

Ostre skrzydełka – pieczone

Ostre skrzydełka

Uwielbiam ostre skrzydełka! to jest jedzenie które mogę jeść i jeść, mój rekord to chyba było 33 skrzydełka na jedno posiedzenie w restauracji WTF w Warszawie. Są wszystkim co najlepsze, kurczak, skórka z kurczaka i ostry sos!

Jest wiele sposobów na zrobienie takich skrzydełek, od najbardziej kalorycznej metody czyli w panierce i na głęboki olej po pieczone w piekarniku bez panierki. Na zdjęciu właśnie ta opcja. Będę jeszcze pisał jak się robi te inne al zacznijmy od wersji BASIC, każdy, naprawdę każdy kto ma przynajmniej jedną rękę i piekarnik może to zrobić i naprawdę ciężko to spaprać!

Potrzebujemy:

-skrzydełka… tak z 1.5kg ~2kg
-butelkę 330ml soku pomidorowego z chilli (może być też wielo warzywny z chilli)
-buteleczkę ostrego sosu ala tabasco, louisiana hot sauce, hot pepper sauce ect… kwaśne/słone ostre sosy chilli
-2 łyżki oleju
-sól i pieprz

Skrzydełka myjemy, możemy odciąć ostatnią część czyli „piórko” bo tam jest naprawdę niewiele mięsa a można na nich ugotować dobry bulion i zrobić jakąś zupę. Solimy i pieprzymy.

Blaszkę z piekarnika wykładamy folią aluminiową (naprawdę oszczędza czas na czyszczeniu później), następnie układamy skrzydełka tak by nie zakrywał się nawzajem. Rozgrzewamy piekarnik do 210 stopni C. i pieczemy z 25 min.

W tym czasie rozrabiamy w naczyniu sok pomidorowy z ostrym sosem i olejem (można dosolić i dodać łyżkę octu dla dodatkowej kwaśności) dawkujemy ostry sos aż będzie dla nas wystarczająco ostry, podczas pieczenia trochę odparuje i straci na mocy.

Po 25 min wyjmujemy skrzydełka i smarujemy je pędzelkiem ze strony na której są do góry i znów pieczemy 25 min. Po czym obracamy je i znów smarujemy z drugiej strony, i znów pieczemy z 25 min. I jeszcze raz obracamy i smarujemy i pieczemy. Ogólnie tak powinny się piec z 1.5 godz. ci z elektrycznymi piecykami z termo obiegiem dajcie im po 15 min z każdej strony do max godziny.

5 min przed wyjęciem ostatni raz je smarujemy i zapiekamy, tu jak się ma dobrze jest włączyć podgrzewanie z góry by ładnie się spiekły. Czasy jakie podaje są wypróbowane na moim piekarniku 80cm firmy Glem z 1990 roku, koncept jest by mięso się ścięło, upiekło a skórka spiekła z porządną warstwą sosu. I to cała filozofia. Wyjmujemy, pozwalamy lekko ostygnąć by można było wziąć je do ręki i wcinamy z dużą ilości chusteczek na boku.

Zacne dodatki do tego to domowej roboty coleslaw, sałatka grecka, frytki, pieczone kartofelki i piwo.

Smacznego!
 

Faszerowana papryka z włoską nutą

Biała papryka faszerowana mięsem z ziołami

Dziś na obiad coś prostego i smacznego – papryka faszerowana, a dokładniej biała papryka faszerowana wieprzowiną z ziołami prowansalskimi w sosie pomidorowym.

Dlaczego biała papryka? bo była ładna w sklepie. Równie dobrze można było użyć zielonej czy czerwonej czy nawet pomarańczowej.

Co potrzebujemy:

-9 średnich papryk
-1 kg zmielonej wieprzowiny
-pęczek natki pietruszki
-pół słoika (150g) czarnych oliwek w plasterkach
-3 ząbki czosnku
-ulubiony łatwo topliwy ser żółty (opcjonalne)
-kartonik soku pomidorowego z chilli
-2 duże cebule (pokrojone w drobną kosteczkę)
-po pół łyżeczki oregano, bazyli, tymianku, rozmarynu
-sól / pieprz
-olej do smażenia mięsa

Do dzieła! Mięso wrzucamy na patelnie i smażymy z cebulą aż mięso będzie ścięte/nie surowe a cebula szklista, przyprawiamy solą i ziołami i siekana natką pietruszki, najlepiej by wszystkie zioła były świeże ale to nie zawsze jest możliwe. Pod koniec smażenia dajemy drobno pokrojony czosnek. Wyłączamy ogień. Dodajemy pokrojone oliwki mieszamy próbujemy jak trzeba jeszcze doprawiamy. Dobrze jest dodać do mięsa trochę soku pomidorowego by było bardziej wilgotne i aromatyczne.
Papryki myjemy, odcinamy górną część(1-2cm od góry) i wyjmujemy szypułkę z pestkami. Faszerujemy puste papryki mięsem, trzeba dobrze uklepać by dużo mięsa weszło. Na koniec posypujemy albo układamy w plasterkach ser żółty i zakrywamy odciętą częścią. Układamy wszystkie w naczyniu żaroodpornym obok siebie i do połowy zalewamy sokiem pomidorowym, można trochę go też polać do papryk. Czasem sok jest mało słony, trzeba spróbować i ewentualnie dosolić.

Nafaszerowane papryki zalane sokiem pomidorowym czekają na pieczenie.

Pieczemy w piekarniku przez 35 – 40 min w temp 200 stopni C bez pokrywki.

Sok powinienem się zredukować i pomieszać z sokami z papryki, papryki powinny zmięknąć, a ser się roztopić. Podajemy w talerzu od zupy z sosem.

 

Smacznego.

Aromatyczny kurczak w ziołach z penne czyli fix bez fixa

Kurczak w ziołach bez konieczności kupowania fix’a

Co tu mamy na talerzu żywo wyciągniętym ze stołówki szkolnej w PRL’u to kurczak w ziołach, z kiełbasą wymieszany z penne (rurki) pełno ziarniste i warzywami. Danie jest zrobione jak w popularnych reklamach fix’ów jednak po prostu użyłem tego co mam w spiżarce i lodówce. Brak sosów z proszku, brak woreczków, magicznych panierek i mieszanek które zagwarantuje że największe beztalencie kuchenne zrobi to dobrze za pierwszym razem. Całość trwała 30min i smakuje bosko, jutro będę miał dobry lunch w pracy bez zbędnego wydawania 5 – 10zł za coś co mogę sam zrobić z identycznym rezultatem (albo lepszym).

Co tu mamy?

-2 piersi z kurczaka około 400g pokrojone w kostkę
-dobrze wędzona lekko tlusta kiełbasa pokrojona w plastry
-4 duże pieczarki potem pokrojone w plasterki
-2 średnie cebule poszatkowane
-3 ząbki czosnku, poszatkować
-1 biała papryka (dlaczego biała? bo czerwona złużyłem do kanapek) pokrojona w kostke
-2 garście pełno ziarnistego penne
-1/4 zielonej cukini pokrojonej w kostkę

czego nie ma na zdjęciu?

-3 liście laurowe
-pół łyżeczki tymianku
-pół łyżeczki rozmarynu
-łyżeczka grubo mielonego pieprzu
-pół łyżeczki chilli
-2 łyżki śmietany 12%
-sól
-kolendra i tarty ser wędzony do dekoracji

Przygotowanie: zaczynamy od kiełbasy i kurczaka, w wysokiej patelni (wok) dajemy łyżkę oleju i zaczynamy smażyć kiełbasę i kurczaka, jak kurczak będzie z zewnątrz ścięty (biały) dodajemy paprykę i cebulę i liść laurowy, 5 min później resztę warzyw.

Penne gotuje się 10 min, więc jak warzywa już zostaną wrzucone na patelnie, wrzucamy penne do wrzącej osolonej wody i nastawiamy timer na 10min.

Warzywa i mięso doprawiamy ziołami i chilli, czosnek dajemy na sam koniec.
Jak penne jest już gotowe lub lekko aldente podlewamy mieszankę na patelni 1-2 chochelkami wody z makaronu (to pomoże zrobić sos) wrzucamy czosnek, odcedzamy penne i dodajemy do mieszanki na patelni. Mieszamy i pozwolimy się połączyć, dajemy śmietanę i jeszcze chwilę mieszamy (podrzucamy jak potrafimy).

I koniec! gotowe! wykładamy na talerze, posypujemy kolendrą i tartym serem. Jak nie ma kolendry to można użyć natki pietruszki.

I jak? w pół godziny bez konieczności torebeczki z magicznym sosem i przyprawami czy makaronem który gotuje się na patelni mamy dobre zdrowe i smaczne danie! Podawać z białym winem, piwem i ewętualnie małą sałatką na boku.

Smacznego.

Czekoladki z wiśniami i wiśniówką

własna bombonierka

Uczciwie to nie przepadam za słodyczami. Z wyjątkiem urodzin, świąt czy tłustego czwartku rzadko sięgam po słodycze (no przecież jest mięso, ser i wino!). Ale lubię je robić, torty, ciasta, ciasteczka… daje rade, zwykle ja zjem jeden kawałek i rozdam resztę ale tu liczy się satysfakcja. Więc popatrzałem sobie na przepis na czekoladki i pomyślałem „challenge accepted”.

Jest to bardzo proste tylko trzeba się zaopatrzyć w silikonowe foremki do czekoladek. W razie ich braku można po eksperymentować z silikonowymi foremkami do lodu (uwaga, im cieńsze i łatwiejsze do wyciśnięcia formy, tym lepsze). Silikonowy pędzelek do smarowania też jest dobrym pomysłem.

Proces jest banalny, wygląda to tak:

Schładzamy -> smarujemy -> schładzamy -> smarujemy ->nadziewamy -> schładzamy -> smarujemy -> schładzamy -> wyciskamy

Gdzie – schładzamy foremkę, smarujemy czekoladą, nadziewamy farszem.

czekoladki

topimy czekolade i smarujemy

A więc, foremki silikonowe wkładamy do zamrażalnika. W kąpieli wodnej topimy czekoladę – czyli bierzemy garnek z wodą stawiamy na kuchence, gotujemy wodę, na to kładziemy metalową miskę i wrzucamy czekoladę, tak osiągamy stałą temperaturę niższą od temperatury gotowania wody, czekolada się nie spali, nie przylgnie i nie rozwarstwi. Foremki powinny być w zamrażalniku z 10min, wyjmujemy je i pędzelkiem silikonowym smarujemy zagłębienia. Po tym na 15 – 20min do zamrażarki i powtarzamy drugą rundę smarowania. Pomiędzy wyłączamy gaz pod kąpielą. Podwójne smarowanie zapewnia odpowiednią grubość ścianek czekoladek. Schładzanie pomaga z tężeniu czekolady.

czekoladki nadziewane

Nadziewamy czekoladki i zamykamy warstwą czekolady

Farsz – w zeszłym roku robiłem wiśniówkę z działkowych wiśni, po tym zostało mi dużo słodkich i mocno alkoholowych wisienek, obrane z pestek poszatkowałem drobno, zalałem wiśniówką z Ukrainy (bo swoją dawno wypiłem). Proporcje? jakieś 25 wisienek na 2 łyżki stołowe wiśniówki. W kubeczku rozpuściłem łyżkę stołową żelatyny spożywczej z połową kubka wrzątku i łyżeczką cukru, zalałem 2 łyżkami tego roztworu wiśnie w wiśniówce. Jak zaczęło to się ścinać i robić gęste, należy wyciągnąć posmarowane foremki i nadziewać. Nie po czubek tylko z rezerwą by zmieścić czekoladowe denko. I z powrotem do zamrażarki by do końca się ścięło. I znów uruchamiamy kąpiel wodną, czekoladą smarujemy nafaszerowane wytłoczki by szczelnie je zamknąć. I znów do zamrażarki.

Po 20 min w zamrażarce spokojnie można wyjąć i wycisnąć na deskę do krojenia, zbędną czekoladę odłamać… i gotowe!

Na 24 czekoladki zużyłem 2 i pół tabliczki gorzkiej czekolady. Trzeba pamiętać że czekolada czekoladzie nie równa. Tu przyznam się że używałem budżetowej czekolady, i przez proces obróbki termicznej dopiero po 24 godz doszła do takiej samej twardości jak pierwotnie w formie tabliczki. Może mieć to też coś wspólnego z 40% alkoholem który użyłem… producenci czekoladek nie używają takiego stężenia. Prawdopodobnie z lepszą czekoladą (taką nie za 5zł, efekt był by jeszcze lepszy).

Spokojnie można kombinować z innymi mieszankami, mleczna z gorzką (nie używajcie nadziewanej!) można do czekolady dodać pokruszone orzechy czy wiórki kokosowe. Masa może być tak prosta jak dżem z łyżką wódki, lub tak skomplikowana jak krem marcepanowy. Robi się foremkę z czekolady, wkłada to co lubi, zakrywa i jest! Silikonowe foremki są tanie, około 10 – 15 zł za sztukę która wyprodukuje 15 czekoladek. Zawsze ale to zawsze domowa robota jest bardziej doceniana niż fabryczna. Więc jak chcecie komuś zaimponować, sprawić że czują się wyjątkowi… hej spróbujcie zrobić to sami.

Smacznego!

 

Tyrada o kanapkach

Co tak prostego jak kanapka z pasztetem może być doskonałe

Dlaczego pisać o kanapkach jak są takie proste? Ponieważ na co dzień widzę tą prostą „potrawę” spartaczoną na potęgę!

Typowa polska kanapka – kromka chleba, grubo posmarowana masłem, plasterek wędliny i musztarda albo ketchup. To jest kanapka? więcej kładę na krakersa! i po co tyle masła. Nawet sławny w biurach „pan kanapka” partaczy tą fundamentalną podstawę żywieniową. Np. kanapka z jajkiem w plastrach – ciabata, grubo posmarowana masłem, 4 plasterki masła i liść sałaty lodowej – koszt 4zł! Czy tym można się najeść? Nie! Czy ma to jakieś wartości odżywcze z wyjątkiem węglowodanów i tłuszczu? Nie! jak trudno jest zrobić coś bardziej wartościowego?

Amerykanie doprowadzili kanapkę do statusu posiłku, i tu trzeba szukać inspiracji. Pieczywo to tylko podstawa, fundament na którym budujemy resztę. Musi być świeże i dobre ale trzeba tego więcej.

Jak piramida żywnościowa tu powinny znaleźć się wszystkie grupy produktów, warzywa, ser, mięso i pieczywo. Tłuszcze nie koniecznie ponieważ w połączeniu z węglowodanami robią coś bardzo kalorycznego.

Co mamy na zdjęciu to „prosta” kanapka na białym pieczywie z pasztetem. Na kromkę pieczywa położyłem warstwę ketchupu, następnie posypałem to szatkowanym ogórkiem kiszonym (ala amerykański relish – w następnym poście jak to się robi), następnie ułożyłem 2 duże plastry pasztetu z kury. Bardzo lubię pasztet jednak marketowy jest kiepski, najlepsze są na bazarkach od małych masarni lub ubojni którzy używają pozostałem mięso po produkcji wędlin na pasztet by nic się nie zmarnowało, w Warszawie na hali mirowskiej jest stoisko z jagnięciną i wieprzowiną, robią niesamowity pasztet z jagnięciny z dodatkiem wieprzowiny i warzyw, ma głęboką nutę jagnięciny, mocno przyprawiony i nie tłusty, można go kroić na grube plastry i jeść sam z dobrą musztardą gruboziarnistą. Na pasztet położyłem po 2 cienkie plastry młodej cebuli i doprawiłem to sosem o perwersyjnej nazwie „One fucking drop at a time” jest tak ostry że buteleczka z sosem ma zakraplacz by ostrożnie dawkować ten specyfik. Następnie po liściu sałaty lodowej na którym położyłem po plasterku pomidora malinowego, posoliłem pomidora (sól wydobywa cały jego aromat, a teraz można dostać tak dobre pomidory że można je jeść tylko z solą w całości jak jabłka). Wykończenie to liść świeżej bazylii.

Dwie takie kanapki spokojnie starczą na kilka godzin. I ma się satysfakcję że zjadło się i warzywa i mięso i trochę pieczywa. Następnym razem jak będziecie robili kanapkę proszę, zlikwidujcie masło albo ograniczcie, dajcie z 4 – 5 plasterków dobrej wędliny, używajcie sosów nie majonezowych, musztard w Polsce jest tyle że każdy znajdzie coś dla siebie, ketchupów, chrzanów, lub ćwikły którą mój znajomy tak ubóstwia… używajcie dobre pieczywo, nie tostowe, nie tani bochenek z 1.50zł tylko coś z ziarnami, razowe, orkiszowe, żytnio pszeniczne, i dużo warzyw, ogórek, pomidor, cebula papryka,sałata, kiełki wszystko naraz. Tu nie ma sera bo ser mi nie pasuje do pasztetu ale do szynki czy baleronu czy suchej krakowskiej, palce lizać! szczególnie wędzone sery!

To nie koniec jeszcze będę pisał i pokazał co za kanapki można zrobić, nie bójcie się eksperymentować i pamiętajcie nie chleb z posmakiem wędliny, tylko uczta na spodzie z pieczywa! Wygooglujcie sobie to co „club sandwich” i bierzcie przykład.

Smacznego!

P.S.

To były moje dzisiejsze dwie kanapki do pracy:

Kanapka z jajkiem i z pasztetem

Kanapka ze smażonym jajkiem i druga z pasztetem

Oto przykład. Dziś po obudzeni a przed pracą, w niespełna 15 min zrobiłem te dwie smakowitości. Po lewej, kanapka z jajkiem smażonym, bułka bawarska nasączona jajkiem, smażona na maśle na patelni, z mini omletem z jednego jajka, szynką po kaszubski, serem, sałatą pomidorem cebulą sosem BBQ i Ultra Death, druga, pomiędzy dwoma warstwami sałaty lodowej, pasztet z kury, z musztardą i sosem ultradeath z cebula, pomidorem, ogórkiem plastrami sera wędzonego i rzodkiewką w plasterkach! TAK się robi kanapkę!

Domowa salsa mexicana

Po Hiszpańsku salsa znaczy sos, jednak na świecie za sprawą wielkiej popularności jedzenia meksykańskiego zwykle określa to warzywną sałatkę na bazie drobno siekanych pomidorów z różnymi dodatkami. Spotkałem się z różnymi wersjami tego specyfiku nawet takimi zrobionymi z owoców i kompletnie bez pomidorów. Ja staram się robić doskonalszą wersję tego co można kupić w marketach i kuchniach świata – czyli sos na bazie pomidorów z dodatkami (salsa mexicana lub salsa fresca).  Jednak zawsze co świeże to lepsze nie wspominając że niektóre twory kupione w słoiku bardziej przypominają smakiem i teksturą ketchup niż pomidorowy sos z warzywami.

Jest to bardzo uniwersalny sos, doskonały do taco, super do jedzenia samego z nachos i chipsami, wzbogaca grillowane i smażone mięso może zastąpić dressing do sałatki. Można nawet ugotować biały ryż z kostką rosołową polać to salsą i jest danie nie tylko dla wegetarian. Jak zwykle lubię robić to na ostro.

Do podstawowej salsy co trzeba (na 1.2L pojemnik):

-3 duże, słodkie pomidory pokrojone w małą kostkę (opcjonalnie można je obrać ze skórki)
-1 słodka cebula (ja zwykle używam czerwonej) pokrojona w drobną kostkę
-1 do 3 ząbki czosnku wyciśnięte przez praskę
-1 kartonik 500ml przecieru pomidorowego
-łyżka dobrego (nie spirytusowego octu) alternatywnie zalewa z marynowanych jalapeno
-szczypta soli
-garść drobno posiekanej kolendry
-1 papryczka chilli/jalapeno alternatywnie łyżka dobrego ostrego sosu chilli
-1 średnia papryka (zielona/czerwona/żółta) pokrojona w drobną kostkę

W sumie większej filozofii tu nie ma. Mieszamy wszystko powyżej w jednym pojemniku i ewentualnie doprawiamy do smaku solą/pieprzem/octem/cukrem. Dobrze by się przegryzło przez co najmniej godzinę, natomiast po 12 godz. jest naprawdę super. Może wytrzymać i tydzień w lodówce z powodu octu, soli i chilli. Kolendra jest bardzo kluczowym elementem salsy jak i integralna część kuchni meksykańskiej.

Teraz interesujące dodatki:

Salsa często jest podawana z jakimś owocem, często kupowałem w Stanach „Peach mango salsa” czyli salsa z brzoskwinią i mango, równie drobno pokrojonymi w kostkę, dodaje to smaku i słodkości do salsy.

Kukurydza – tak meksykańska jak się da, również dodaje słodyczy do salsy, może być zwykła z puszki tylko odcedzona. Jak chcemy podnieść poprzeczkę naprawdę super jest grillowana kukurydza na kolbie potem odcięta i wrzucona do salsy.

Papryka – każda papryka jest super w salsie, ostra, słodka, świeża, grillowana, marynowana. Naprawdę wzbogaca smak, to jest składnik który najczęściej dodaje to mojej. Jak mam marynowane jalapeno to nie tylko dodaje pokrojone drobno papryczki ale i dolewam z 2 łyżki ich zalewy octowej smak jest ostrzejszy i bardziej kwaskowy. Tak samo z marynowana habanero, ale po tym dodatku połowa gości przestaje jeść po trafieniu na drobno poszatkowaną habanero.

Marynowana dynia – dobra marynowana dynia nie jest zła, dodaje słodkości i kwasowości do salsy oraz wzbogaca kolor swoim pomarańczowym kolorem.

Fasola – najlepiej ta mała czarna, jednak jest tu bardziej wypełniaczem niż dodaje waloru smakowego. Nie przesadzajmy i nie dajmy białego jasia czy podobne duże fasole.

I na koniec: limonka lub cytryna, wyciśnięta i nawet lekko starta skórka doda dużo aromatu i smaku do salsy.

Na zdjęciu powyżej wszystkie składniki już są, tylko dodać przecier i wymieszać. Zamiast przecieru można dać sok wielo warzywny z chilli, będzie super. Jak zwykle tajny skłądnik sos ze stajni Blair’s – Mega Death.

Taco jak z meksyku…

… a przynajmniej jak z dobrej restauracji meksykańskiej gdzie takie coś kosztuje dwurotnie lub nawet trzykrotnie więcej niż kebab a nie można się tym najeść.

składniki na podstawowe taco

Naprawdę nie rozumiem co jest trudnego w zrobieniu taniego i aromatycznego taco po uczciwej cenie. Dlatego jak już najdzie mnie ochota to robię to w domu tak samo jak mi to podawali w różnych rodzinnie prowadzonych knajpach na dolnym Manhattanie czy w Elmhurst, Queens.

Receptura jest prosta, potrzebne jest dobrze doprawione mielone mięso. Przyprawę meksykańską już można dostać prawie wszędzie, zwykle jest dobra, poprawna powinna zawierać: (w proszku) czosnek,cebulę, oregano, chilli, kminek, słodką paprykę, ostrą paprykę, sól i pieprz.

Pitę pszenną lub kukurydzianą, to można wszędzie dostać od mini marketów nazwanych od owadów i płazów po wyszukane markety pod imionami apostołów. Kupujcie te robione lokalnie, są świeższe i tańsze, tylko dlatego że pisze na opakowaniu że jest oryginalne meksykańskie nie znaczy że jest najlepsze.

Warzywa, świeże warzywa jak sałata, pomidor, cebula, papryka ect…

Ser – to napewno był wymysł Amerykanów bo w ich mniemaniu nie ma dania które nie można ulepszyć serem (po niekąd się z tym zgadzam).

Sos meksykański… tu jest ciekawiej bo te sprowadzone są dobre ale drogie i nie wiadomo jak długo stały na półce. Salsa która jest często sprzedawana pod terminem „sos meksykański” jest droga i ma mało wspólnego z prawdziwą salsą meksykańską czy nawet tex-mex czyli zamerykanizowaną. Ja poprostu robię swoją, jak należy i w ten sposób zastępuje połowę warzyw 3 łyżkami mojego produktu. (jak zrobić salsę w następnym odcinku).

I na koniec kwaśna śmietana, dodaje smaku i łagodzi ostry sos.

Aha nie wspomniałem o ostrym sosie? No na zdjęciu widać niepozorną buteleczkę sosu… to Zakk Wylde’s Stronger than Death sauce. Jest diabelsko ostry, zrobiony z habanero i chilli sugerowany do wszystkiego co dobrze idzie w parze z piwem. No to taco się kwalifikuje. Oczywiście dla tych bez żelaznego żołądka sugeruję zwykły tabasco czy jego wiele podróbek. Jednak mimo że unikam zachwalania konkretnych marek… to sugeruję raz w życiu kupić produkt firmy Blair’s w formie jednego z wielu super ostrych sosów które produkują.

zkładanie taco krok po kroku

A więc tak, mięso:

1kg mielonego wieprzowo-wołowego mięsa
2 duże cebule poszatkowane na drobną kostkę
szklanka przecieru pomidorowego
kopiasta łyżka stołowa przyprawy meksykańskiej
1 papryka poszatkowana w kostkę
4 ząbki czosnku wyciśnięte przez praskę
łyżka stołowa oleju
OPCJONALNIE: czerwona fasola, oliwki, papryczki chilli, kukurydza z puszki

wszystko dusimy przez 30 – 45 min aż będzie miało gęstą i gładką konsystencję.

Wykonanie:

Jak na zdjęciu, na pitę nakładamy mięso, kładziemy warzywa, polewamy sosem lub salsą, dajemy ser, sos ostry i śmietanę.

Zawijamy, cieszymy się meksykańską dobrocią. Doskonale komponuje się z lekkim jasnym piwem, piwami z agawą, margaritą czy poprostu colą.

Smacznego.

PS. jeśli ktoś czytający to ma ochotę założyć dobrą acz tanią restaurację ala fast food z meksykańskim jedzeniem by konkurować z kebabami i kanapkami grilowanymi to mam mnóstwo planów i przepisów tylko trochę mi brak kapitału zakładowego i umiejętności administracyjnych. Ale polecam się na wspólnika.

 

Sałatka pomidorowa na bogato

Sałatka pomidorowa

Tu mamy przerobiony polski klasyk czyli sałatka pomidorowa. Nic specjalnego więc nie będę się strasznie rozpisywał. Normalnie jak byłem mały to na stole lądowały pokrojone w plastry pomidory z plastrami żółtej cebuli posolone i popieprzone z odrobiną oleju. Dobre, nadawało się do kotleta i z chlebem. Tu jest wersja bogatsza.

Co na talarzu:

2 mięsiste pomidory pokrojone w .5cm plastry
pół czerwonej cebuli drobno posiekanej
garść świeżej bazylii drobno posiekanej i wymieszanej z cebulą
prawdziwy ser feta z zalewy z ziołami (dostępny od wielu producentów w poręcznych opakowaniach)
4 dorodne rzodkiewki w plastrach
kiełki lucerny
sól i kolorowy świeżo zmielony pieprz

Jak na zdjęciu, układamy pomidory dookoła, solimy pieprzymy, przykrywamy cebulą z bazylią, dekorujemy rzodkiewką, dajemy ładną kępkę kiełków na górze i posypujemy kostkami fety. Bez oleju czy oliwy. Jest to doskonałe uzupełnienie każdego obiadu, pełne smaku i aromatu.

Zamieszczam to jako przykład że wszystko można ulepszyć i w prosty sposób zrobić bogatsze. Mamy sezon na dobre pomidory i ogólnie większość warzyw trzeba z tego korzystać.

Smacznego.