Miesięczne archiwum: Grudzień 2014

Wołowina po marokańsku

Marokańska wołowina z suszonymi morelami

Wołowina po marokańsku

Wołowina po marokańsku

Naszło mnie na marokańską kuchnie wspominając cieple czasy kiedy z egzemplarzem Zagat Survey chodziłem z dziewczyną po Nowym Jorku i szukaliśmy oryginalnych restauracji gdzie można było zjeść coś innego. Marokańska kuchnia jest słodka, pełna przypraw jak cynamon, kumin, pieprz cayenne, imbir i szafran. Potrawy robi się w glinianych naczyniach które nazywają się Tagine (lub Tajine), ja takiego nie mam ale zwykły garnek i trochę kreatywności wystarczy. Robimy dobrze doprawione danie jedno garnkowe które podam z kuskus.

Co użyłem?

  • 1.2kg łopatki wołowej
  • 1 marchewka
  • 1/3 selera
  • 3 łodygi selera
  • 1 pietruszka
  • 1 duża papryka
  • garść suszonych moreli
  • szklanka przecieru pomidorowego
  • 4 ząbki czosnku
  • 4 łyżki stołowe dżemu z dyni

Przyprawy?

  • płaska łyżeczka pieprzu cayenne
  • płaska łyżeczka ostrej papryki
  • pół łyżeczki cynamonu
  • pół łyżeczki kuminu
  • 5 liści laurowych
  • pół łyżeczki imbiru w proszku
  • półtorej łyżeczki soli

Jako że jest to danie jedno garnkowe wszystkie składniki lądują w tym samym garnku w tym samym momencie. Wołowinę dobrze jest pokroić na małe kawałki, twarde warzywa w kostkę 1cm na 1cm, przed postawieniem na ogień dobrze jest wszystko starannie wymieszać, ustawić mały płomień i powoli gotować pod przykryciem. Można tu zastosować slow cooker (wolnowar) lub szybkowar, jak się ma prawdziwy gliniany Tajine można nawet zrobić to na ognisku na wolnym powietrzu. Gotować aż mięso stanie się miękkie i kruche. Wybór warzyw tutaj był dyktowany tym co miałem w lodówce i na półce, większość warzyw korzeniowych i cebulowych spokojnie tu pasuje, dynia i jej podobne również doskonale się sprawdzają. Przecier pomidorowy może być zastąpiony świeżymi pomidorami pokrojonymi w drobną kostkę.

Oliwki których nie ma w tym przepisie również mogą zagościć w potrawie, można nawet posypać nimi gotową potrawę na talerzu. Wybierajcie oliwki z pestkami marynowane w solance z ziołami, są znacznie smaczniejsze, ale i dwu a nawet trzykrotnie droższe.

Kuskus przygotowuje się w 5min, na 1 szklankę suchego kuskus, lejemy 2 szklani wrzącego bulionu (skoro robimy wołowinę to bulion też niech będzie wołowy), w 5min kuskus wciągnie wodę i podwoi objętość trzeba go wtedy delikatnie wymieszać widelcem by był znów sypki. Kuskus ma więcej niż biały ryż, a czas przygotowania jest 2/3 krótszy niż biały ryż o dzikim lub brązowym ryżu nie wspominając który gotuje się 45min. Jedyną konkurencją jest kasza gryczana ma średnio 1g białka więcej na 100g suchego produktu ale nadal potrzebuje 20min by się ugotować.

Podajemy i posypujemy natką pietruszki i/lub kolendrą.

Smacznego!

Zupa z kimchi oraz bok choy, czyli kapuśniaczek po Koreańsku

Zupa z kimchi

Zupa z kimchi

Po udanej imprezie świątecznej gdzie gości wykarmiłem krokietami, barszczem, pierogami, bigosem i jajkami faszerowanymi czas zmienić smak na coś innego. I tu przypomniałem sobie o połowie wiaderka kimchi które samotnie stoi w spiżarce. Dla tych co nie znają kimchi jest to kiszona kapusta pekińska z mnóstwem imbiru, chilli i czosnku. Jest kwaśna, słona, ostra i super aromatyczna po prostu boska! Do tego ostatnio w markecie znalazłem całkiem tanio bok choi czyli kapustę chińską oraz żółtą fasolkę szparagową, kilka jeszcze składników i mamy ostro-kwaśną zupę z kapusty z dodatkiem kurczaka i ziół.

Co potrzeba?

  • 1L bulionu drobiowego
  • 250g piersi z kurczaka
  • 300g kimchi
  • 1 główka bok choi
  • 200g fasolki sparagowej
  • szczypiorek
  • kolendra lub pasta kolendrowa
  • łyżka sosu rybnego (lub ostrygowego)
  • kiełki i prażona cebulka do dekoracji

Zupę robi się w 15 – 20min. Zaczynamy od bulionu, może być własny, z kartonika, z kostki czy z proszku, ale bulion, gotujemy go i wrzucamy fasolkę pociętą w 3cm słupki, ona najdłużej się gotuje, po 10min wrzucamy kurczaka pokrojonego na cienkie plastry, kimchi i sos rybny. Prawie jesteśmy w domu, bok choi kroimy na 4 ćwiartki i wrzucamy do gotującego się bulionu, gotujemy jeszcze 5min.

Tuż przed podaniem dajemy kolendrę (lub pastę kolendrową). Wykładamy wszystko na talerz, dekorujemy szczypiorkiem, kiełkami (ja użyłem kiełków cebuli, są bardzo dobre) i prażoną cebulką która doda słodyczy.

Taka zupa jest kwaśna jak kapuśniak, ale ostra od chilli które jest w kimchi, praktycznie nie zawiera tłuszczu i jest bezglutenowa (teraz to modne). Zawiera czosnek i imbir co na pewno jest wskazane na taką zimową pogodę i trochę białka z fasolki i kurczaka wpadnie.

Smacznego.

Domowy pasztet z podgrzybkami

Pasztet przed upieczeniem

Pasztet przed upieczeniem

Idą święta, będzie christmas party, trzeba zrobić pasztet. I oto dzisiejsza propozycja, pasztet drobiowy z podgrzybkami. Jest tani ponieważ mięso i podroby do pasztetu nie są drogie, nie używa się mięsa takiego jak pierś z indyka, polędwica czy krzyżowa, używa się taniego mięsa, łopatka, łata, ćwiartka kurczaka, cały kurczak, podgardle, wątróbki (koniecznie muszą być), serca, żołądki itp. Aż dziw bierze że w sklepach za nie całkiem smaczny pasztet chcą 15 – 20zł za kilo? przecież kilo podrobów czy taniego mięsa wynosi jakieś 4 – 8zł! i jeszcze daje się tłuszcz i warzywa. Zdzierają z człowieka na każdym kroku.

A więc co tu weszło?

  • 2kg ćwiartek z kurczaka
  • 800g wątróbki drobiowej
  • 40g podgrzybków suszonych
  • 2 marchewki
  • 2 łyżki stołowe czarnego pieprzu rozbitego w moździerzu z ziarenek
  • 4 krople sosu Nothing Beyond Z
  • rozmaryn do posypanie na górze
  • sól
  • żelatyna (około 2 łyżki)

Trochę dziwna ta lista składników, wiem, marchewka pewnie sprawiła że kilka brwi się uniosło oraz po co ta żelatyna? Bardzo lubię pasztety, ale nie przepadam za tłustym jedzeniem, trzeba więc jedno z drugim pogodzić, podarowałem sobie kawał słoniny lub podgardla który wypadało by tu wrzucić, ćwiartki dadzą mi wystarczająco tłuszczu, a by wszystko dobrze skleić i by pasztet się nie rozsypywał mamy naturalną żelatynę, nie gumę ksantową, nie gumę guar ani nic podobnego.

Ćwiartki oraz marchewkę w plasterkach trzeba poddusić przez godzinę by soki i tłuszcz puściły a mięso można obrać z kości. Można to zrobić dzień wcześniej. Obierajcie jak przestygnie ale nie ostygnie do końca, tak jest najłatwiej. Suszone podgrzybki zalać wrzątkiem i odczekać godzinę. Teraz jest z górki, wszystko przekręcić przez maszynkę do mielenia mięsa z sitkiem z cienkimi oczkami. Wymieszać w misce z przyprawami, solą i żelatyną i przerzucić do foremki. Wykładam foremkę folią aluminiową a potem papierem do pieczenia, tak jest znacznie łatwiej wyjąć pasztet jak ostygnie. Pieczemy w piekarniku nagrzanym do 200 stopni przez 1 godzinę. I koniec, wyjąc pasztet, pozwolić mu ostygnąć i wrzucić do lodówki na 24godz. Jest to również danie 100% bez glutenowe, nie użyłem sypkich mieszanek przypraw, więc nie ma szansy na obecność glutenu, nie użyłem bułki tartej na posypkę.

Smacznego.

Pasztet po upieczeniu

Pasztet po upieczeniu

Ćwiartka kurczaka w sosie włoskim z ryżem i brokułami – lunch

Wtorkowy lunch

Wtorkowy lunch

Czasem danie nie musi być wyrafinowane czy skomplikowane by być smaczne. Oto i najlepszy przykład duszona ćwiartka z kurczaka w sosie pomidorowym, z brokułami na parze i zwykły biały ryż. Syte, zdrowe, tanie i proste w przygotowaniu. Lunche w „kuchni za ścianą” wymiękają przy tym cenowo i jakościowo. Co potrzebujemy?

  • ćwiartki z kurczaka, ja miałem 6
  • woreczek ryżu paraboiled
  • dwa brokuły
  • 1 duża cebula
  • 500ml przecieru pomidorowego
  • łyżka stołowa ziół prowansalskich
  • łyżeczka chilli czy ostrej papryki
  • sól pieprz do smaku

W dużym rondlu typu non-stick (teflon lub ceramika) układamy natarte solą ćwiartki skórką do dna. Włączamy średni ogień, i podlewamy połową szklanki wody, gdy zacznie skwierczeć na patelni przykrywamy, redukujemy gaz i zostawiamy na 20 min. W tym czasie większość tłuszczu ze skóry wytopi się i będzie pływać na powierzchni, pod nim soki z mięsa. Ja zebrałem łyżką dużo tego tłuszczu, ale dla tych co nie boja się kilku kalorii więcej można go zostawić, tłuszcz jest nośnikiem smaku. Dodajemy zioła, chilli, przecier, cebulę. Mieszamy, upewniamy się że ćwiartki są dobrze przykryte sosem zakrywamy i dusimy jeszcze 40min. Po takim czasie mięso będzie odchodzić od kości, cebula zmięknie do stanu gdzie praktycznie będzie się rozpadać a zioła puszczą smak i aromat do sosu. Jak widać dużo robić nie trzeba, ja podczas robienia tego obejrzałem kolejny odcinek serialu Dawno Dawno Temu.

Ryż i brokuły robimy „jednym rzutem na taśmę”. Pięknem białego ryżu w woreczkach do gotowania jest to że gotuje się około 15min. Brokuły podzielone na mniejsze części potrzebują około 5min na parze w garnku parowym. Garnek parowy to taki garnek gdzie oprócz pokrywki jest drugi garnek z dziurami jak sito w dnie którymi para z gotującej wody idzie w górę i gotuje pod przykryciem cokolwiek znajduje się w górnej części. Można go zastąpić zwykłym metalowym durszlakiem lub sitem przykrywając odpowiednio dużą pokrywką.

Zaczynamy gotować ryż w lekko osolonej wodzie, po 10min nakładamy dostawkę, wrzucamy brokuły i zakrywamy pokrywką, jak minie 5min wyłączamy ogień, zdejmujemy brokuły i wyjmujemy woreczek ugotowanego ryżu. Gotowe.

Teraz w plastikowym pojemniku układamy jedną ćwiartkę będzie miała ona z 250g, polewamy sosem, tniemy woreczek na pół i wysypujemy go obok ćwiartki i dodajemy brokuły. W ten sposób mamy 2 porcje gotowe na następny dzień, a następnego wieczoru tylko do dogotowujemy więcej ryżu i mamy kolejne dwie porcje.

Zauważcie że nie dawałem żadnego dodatkowego tłuszczu, wszystko pochodzi z kurczaka i jest tego aż nadto. Cenowo wygląda to bardzo dobrze, 1kg ćwiartek 4-7zł, pudełko 4 woreczków ryżu 3zł, brokuły 5zł, przecier 2zł, cebula 1.5zł za kilo czyli jedna porcja to około 6zł czyli 1zł za 100g dobrego jedzenia. Smacznego taniego jedzenia!

Mini pizze – pizzarinki jak z fixa

Pizzarinki z bliska

Pizzarinki z bliska

O wariacjach pizzowych można pisać i pisać i temat nigdy nie staje się stary ani wyczerpany. Zresztą chyba już raz pizzerinki opisywałem ale dlaczego by nie jeszcze raz. Co tu mamy to domowa wersja tego co można kupić w sklepie za 2 – 3zł, tylko na bogato. Mamy tu salami, pieczarki, czerwoną cebulę, czerwoną paprykę, zioła prowansalskie, sos domowej roboty i ser gouda (nie mieli mozzarelli w sklepie).

Ciasto drożdżowe zrobione z 0.5kg mąki tortowej i 250ml wody. W dużej misce wlewamy letnią wodę i rozpuszczamy w niej drożdże, dodajemy łyżkę cukru i łyżeczkę soli. Następnie wsypujemy mąkę mieszając wszystko ręką, gdy będzie już gęsta masa ugniatamy aż uzyskamy sprężystą kulkę ciasta. Taką kulkę odstawiamy na godzinę w misce by wyrosło, przykryjmy miskę folią by ciasto nie wyschło, miskę stawiamy w ciepłym miejscu. Po godzinie bierzemy ciasto i dzielimy je na 8 równych części, najlepiej zwykle pokroić nożem. Te części wygniatamy lub wałkujemy (nie ma wstydu w wałkowaniu ciasta na pizzę) na 8 równych placuszków które układamy na blaszce na papierze do pieczenia lub macie silikonowej.

Piekarnik rozgrzewamy do 260 stopni C.

Placuszku smarujemy cienką warstwą sosu do pizzy, może to być również przecier pomidorowy, sos bolognese, czy do makaronu. Ja miałem swój własny zrobiony i zasłoikowany wcześniej z dużą ilością chilli i czosnku. Sos posypujemy hojnie ziołami prowansalskimi.   Na to układamy paski salami, drobno pokrojoną cebule i paprykę (u mnie to były czerwone), do tego gotowe plasterki pieczarek z puszki w zalewie (nie octowej), mnóstwo tartego sera na górę i do piekarnika na 15 – 17 min. Ogólny czas przygotowania to jakieś 1.5godz.

Naprawdę warto zagnieść swoje ciasto, nie zabiera to tak długo a koszt tej operacji to pół kilo mąki czyli jakieś 85gr plus 1zł za opakowanie drożdży i jakieś 5gr za sól i cukier. Produkt końcowy to 750g ciasta, 300g gotowego ciasta do pizzy to 6zł więc by zrobić tyle co tu trzeba było by kupić z 3 opakowania za 18zł. Te oszczędności można przełożyć na zakupienie dobrych składników przez które pizzarinka będzie lepiej smakować, a ciasto to ciasto.

Smacznego i udanych imprez.

 

Pizzarinki

Pizzarinki

A ja dalej warkę warzę – piwo domowe ciąg dalszy

Warka, bardzo gorzka

Warka, bardzo gorzka

Od czasu gdy pisałem o robieniu swojego piwa minęły dokładnie dwa miesiące. I co się dzieje? Więc nadal jestem heretykiem piwowarem, już posiadaczem nie jednego tylko dwóch fermentatorów, moja spiżarka o powierzchni 1.2m^2 nie chce pomieścić więcej butelek z piwem, znajomi nauczyli się że jak wpadać to bez piwa(albo kulturalnie przyniosą 2 a potem zapytają czy mam jakieś swoje) bo ja mam dużo. Ogólnie jest to bardzo wdzięczne hobby i z każdą kolejną warką nastawioną otrzymuję lepsze rezultaty. Mam już dobrego belga, przyjemne jasne full, wytrawne ciemne i wyraziste pszeniczne z nutą belga. Dziś nastawiłem mega goryczkowe czerwone chmielone Nowo Zelandzkim „Green Bullet”.

Dlaczego heretykiem? Ponieważ nie robię tego jak „prawdziwy” piwowar! próbując zasięgnąć większej wiedzy na temat warzenia piwa skierowałem się na fora dla amatorów piwowarów(chociaż oni mają się za ekspertów), niestety tam gdzie wybaczone jest robienie piwa na „skróty” przy pomocy ekstraktów słodowych i brew kit’ów przy pierwszej czy drugiej warce lecz kolejne są nie wybaczalne. „Zaprawieni w bojach” piwowarzy prześcigają się w utrudnianiu sobie życia przy robieniu tego bardzo prostego trunku, jest to porównywalnie do hipsterów którzy jeżdżą na rowerach z ostrym kołem bez hamulców tłumacząc że tak jest lepiej. Są bardzo krytyczni a wręcz drwią z tych co nie spędzą kilku dni na tworzeniu unikalnej, jedynej w swoim rodzaju warki która ma dać lepszą odmianą kupnego w sklepie piwa. Więc za ich pomoc podziękowałem widząc hejtowskie wpisy zdobiące liczne wątki i dyskusje.

Robienie piwa jest proste, jak reklama wielu masowo produkowanych marek – potrzebna jest woda, słód, drożdże i chmiel.  Woda pochodzi z 5L baniaków z wodą z marketu, słód z gotowych ekstraktów słodowych gdzie cała robota z śrutowaniem, trawieniem słodu enzymami, filtrowaniu, klarowaniu ect jest zrobiona przez zakład w Czechach lub Polsce za mnie, chmiele w formie granulatu, a drożdże zwykle mam z odzysku z piwa nie filtrowanego które ma drożdże na dnie, wystarczy je zlać, lekko podkarmić cukrem w sterylnych warunkach i mnożą się jak głupie. Pomieszać to wszystko w odpowiedniej kolejności i mamy piwo. Będzie ono tańsze niż butelkowe, smaczne i bez dodatków w formie czystego alkoholu czy rozwodnione na potęgę. Więc nie zamierzam zrezygnować z gotowych ekstraktów słodowych, jest to wygodniejsza i czystsza forma słodu, mniej pracy oraz większa sterylność przy warzeniu są wielkimi plusami.

Butelki pozyskuję od kolegów którym mówię by nie wyrzucali bezzwrotnych tylko myli i przynosili do mnie, a kapsle kupuję wraz ze składnikami na kolejne warki. 100 kapsli kosztuje 5zł. Można by nawet powiedzieć że działam ekologicznie i z myślą o środowisku ponieważ nie poddaje bezzwrotne butelki powtórnym i kolejnejnym napełnieniom, złużywam mniej gazu/prądu do otrzymania warki oraz nie używam chemicznych środków do dezynfekcji butelek czy fermentatora.

To samo tyczy się samego procesu warzenia, w garnku 7L doprowadzam wodę i ekstrakty słodowe do wrzenia (trwa to około 20min) wyłączam ogień dodaje chmiel (to się nazywa nachmielanie) i czekam, w temperaturze od 100 do 80 stopni C. chmiel oddaje goryczkę do brzeczki, po 80 stopniach już mniej goryczki a więcej aromatu. Wlewam wodę do fermentatora z sterylnych baniaków z marketu, dodaje zawartość garnka i uzupełniam pozostałym płynnym ekstraktem  (zwykle używam około 3.4 – 4kg płynnego ekstraktu z czego połowa jest podgrzewana a połowa rozpuszczana na zimno), drożdże można dać jak całość ma 30 stopni albo miej, zamykamy pokrywę, uzupełniamy poziom wody w fermentówce i czekamy aż zacznie fermentować co widać w „bulkaniu” fermentówki. Po 7 dniach dodaje się chmiel na zimno do brzeczki(chmielenie na zimno) i trzymam kolejne 4 dni po czym butelkuje i odkłada na szybko zapełniające się półki w spiżarce. Proste!

Co mnie trochę dziwi w prześciganiu się amatorów piwowarów? Tworzą istny kociołek Panoramixa ze słodów które trzeba śrutować(rozdrobnić), 1kg tego, 0.5kg tego, 400g tego i jeszcze dodatki a na koniec i tak dodadzą ekstrakt… potem trzeba to podgrzewać w 30L garnku przez godzinę lub więcej w temp 70 stopni – by ogrzać taką mieszankę trzeba 2 – 3 godz  a potem całość stygnie – trwa to dwa razy dłużej, następnie trzeba by odcedzić łupiny i inne cząsteczki stałe by nie pływały w brzeczce i jeszcze raz zagotować by było sterylne, potem jeszcze nachmielanie, roboty na cały dzień i studzenie przez noc. Totalny przerost formy nad treścią. Słód nie wnosi tyle smaku (chyba że pszeniczny czy palony) by tak mieszać – to nie moje słowa tylko technologa żywności. Jak się chce iść na konkursy i wygrywać nagrody OK, można się namęczyć, jak chce się zrobić piwo i cieszyć się nim oglądając mecz, ekstrakt i 20min podgrzewania wystarczy. Prawie każdy ekstrakt da radę, nawet kukurydziany, planuje zrobić bezglutenowe piwo (a propo bycia trendy i hipsterem) dla koleżanki mojej dziewczyny, dla niej piwo odpada bo jest uczulona na gluten, więc piwo z ekstraktu kukurydzianego jest rozwiązaniem, taki amerykański Colt 45 czy Old English w wersji chmielonej.

Za to utrzymanie czystości butelek to inna sprawa, tematy na forach typu „jak wyczyścić pleśń z dna butelki?” są komiczne – dlaczego doprowadziłeś do stanu gdzie jest pleśń w butelce!!?? wystarczy je wypłukać po wypiciu a potem umyć w zmywarce, moi znajomi jak przychodzą już maja we krwi że butelki po piwie opłukuje się w zlewie i stawia czyste na blacie. Widziałem genialne propozycje – „ja używam kreta i szczotkuje” super! może jeszcze domestos i strychnina? zabije również możliwe szczury, koty i małe ptaki które ci się zalęgły w tych butelkach. Albo jeszcze fajniejsze – wygrzewanie butelek w piekarniku. Po pierwsze szacunek dla tego który zmieści 50 butelek w piekarniku i wygrzeje je do ponad 100 stopni. Gdy ostygną są równie narażone na zanieczyszczenie bakteriami i pleśniami w powietrzu jak w każdym innym sposobie dezynfekcji, zmywarka z cyklem sterylizacji butelek dla dzieci zrobi wszystko w godzinę 20min i butelki zaraz po wyjęciu można napełniać i kapslować. Plus mniejsze koszta niż trzymać butelki w piekarniku.

Chmiele dużo dają i chyba trzeba najbardziej się skoncentrować jaki chmiel użyć, polskie są słabo aromatyczne z wyjątkiem Jungi która naprawdę daje radę.  Bardzo lubię cascadę z USA i columbus oraz sybillę a z brytyjskich goryczkowego admirała.

Cóż dziś nastawiłem kolejną warkę, zobaczymy co z tego wyjdzie ma 14% ekstraktu i jest dobrze goryczkowa może być całkiem fajna. I jak zwykle z ekstraktów słodowch.

 

 

 

 

 

 

Nóżki – wieprzowa galaretka z wieprzowiną pod wódeczkę!

Nóżki w naczyniu

Nóżki w naczyniu stygną by móc włożyć je do lodówki

Nóżki to typowo polskie danie, a właściwie zakąska do wódeczki rodem z PRL. Osobiście nie pamiętam PRL za dobrze więc nie będę twardo twierdził że tak było ale wydaje się że pasują do siebie. Można kupić bardzo liche wersje tego przysmaku w marketach, ale te robione w domu z prawdziwej golonki mają właściwy smak i aromat, wręcz zrobił bym kilka takich na imprezę i patrzał jak znikają z talerzy wraz z hektolitrami wódki. Problem w tym że wódki nie lubię, a do 6 letniego burbona wole skrzydełko z kurczaka lub coś z kuchni meksykańskiej. Ale reszta pewnie by się bawiła. A tak ja mam śniadanie.

Ale do dzieła co trzeba?

  • 1.5kg golonki wieprzowej z kością i skórą
  • 2 marchewki
  • 2 łyżeczki soli
  • 2 łyżeczki grubo zmielonego pieprzu
  • pęczek natki pietruszki
  • 4 liście laurowe
  • 6 ziarenek ziela angielskiego
  • pół główki czosnku (5 – 6 ząbków)

Jak zrobić?

W dużym garnku na zupę, takim 7 – 10L pojemności gotujemy golonki z przyprawami w całości przez 3 godz na małym małym ogniu. Golonki mają być kompletnie zalane wodą i z 3 palce więcej, podczas gotowania i tak ona odparuje.

Po 3 godz, wyjmujemy golonki, obieramy ze skóry, wyjmujemy kości i mięso szatkujemy na małe kawałki następnie wrzucamy je z powrotem do garnka. Wtedy to też kroimy marchewkę w kostkę albo plastry jak kto woli i wrzucamy z mięsem, gotujemy aż marchewka zmięknie.

Wtedy wyłączamy ogień pod garnkiem, wrzucamy drobno pokrojony czosnek i natkę, mieszamy, wylewami do misek i miseczek. Gdy przestygną do temperatury pokojowej wrzucamy do lodówki po kilku godzina będzie galaretka przez noc jeszcze się mocniej zetnie.

Smacznego!