Miesięczne archiwum: Czerwiec 2015

Ale miodzio, kurczak w miodzie (pitnym?)

Kurczak w miodzie pitnym

Kurczak w miodzie pitnym

Wczoraj były moje imieniny w ramach czego dostałem piękną butelkę mojego ulubionego trunku czyli bourbon’a Jim Beam, sącząc go z kolegą wieczorem przypominałem sobie wyśmienitego „bourbon chicken” który jadałem często na lunch gdy pracowałem w NYC na dolnym Manhattanie. Praca była mało płatna, godziny długie, biuro ciasne i klaustrofobiczne a szef był furiatem i despotą. Czasem chyba jedynym pozytywem był ten lunch.  Przepis jest prosty ale wymaga sporo mojego szlachetnego Jim’a. Pomyślałem sobie „NIE, JIM! ty jesteś jedyny którego chcę mieć w ustach do ostatniej kropli” i zacząłem szukać alternatywy. Tu z pomocą przyszedł jakże polski miód pitny, ma słodycz, aromat i doskonale się nadaje do marynowania, a więc Jim cały i jest z czym gotować, do dzieła!

Potrzebujemy:

  • 4 piersi kurczak bez skóry
  • pół szklanki trójniaka dowolnej marki
  • 3 łyżeczki brązowego cukru
  • 1 płaska łyżeczka soli
  • 1 łyżeczka czosnku granulowanego
  • 1 łyżeczka cebuli granulowanej
  • 1 łyżeczka imbiru w proszku
  • 1 łyżeczka pieprzu grubo mielonego
  • 1 łyżka stołowa sosu sojowego
  • szczypta cynamonu
  • 3 duże cebule
  • 1 łyżka oleju rzepakowego do smażenia

Kurczaka kroimy w kostkę, około 4cm na 4cm, podczas duszenia skurczy się bardziej. Z miodu i przypraw robimy marynatę która zalewamy kurczaka i marynujemy kilka godzin w lodówce. Do czterech piersi kurczaka potrzebny będzie duży wok lub wysoka patelnia 25cm lub więcej. Cebulę obieramy i kroimy w duże pionowe kawałki, rozgrzewamy łyżkę oleju w woku i wrzucamy cebulę, podsmażamy by była lekko szklista, wtedy wrzucamy mięso z marynatą, ogień pod wokiem ustawiamy na MAX i smażymy, kurczak puści soki które połączą się z marynatą i przez jakiś czas wszystko będzie w woku pływać ale przez wysoki ogień (dużą ilość zapalonych światełek na twojej nowej płycie grzewczej) płyn będzie szybko odparowywać, i o to chodzi. Gdy większość odparuje(15min), zaczynamy wprawnym ruchem podrzucać w woku kurczaka mieszając go z zredukowanym syropem na dnie, wszystko musi się im oblepić i lekko podsmażyć i karmelizować,, nie redukujemy ognia pod wokiem tylko podrzucamy i mieszamy. I gotowe!

W lokalu w którym to jadłem podawali go z duszoną kapustą i pieczonymi talarkami ziemniaków, dziś zrobiłem go na świeżej fasolce szparagowej. Naprawdę pycha.

Smacznego!

Zupa parówkowa

Barwy biedy czyli zupa parówkowa

Zupa parówkowa

Zupa parówkowa

Dużo zła jest na Pradze! Nastoletnie dziewczyny porzucające liceum bo zaciążyły effektywnie zamykając sobie drogę ucieczki z tego strasznego miejsca, głodujące dzieci które mają tylko plaster słoniny dziennie (czasem rodzice posypią go cukrem pudrem), ludzie szczury, podwyższone prawdopodobieństwo że dziewczyna z Pragi szybciej wsadzi ci sprężynowiec między żebra niż że cię pocałuje (bo one nie mają miłości w sercu) itp… jest to też miejsce akcj życiowego komiksu pt. Barwy Biedy, opowiada on o Kasandrze, bezdomnej, ciągle głodnej dziewczynie z Pragi którą życie doświadcza na każdym kroku. Ale widać że los się do niej uśmiechnie i dostanie zupę w kolejnym odcinku - zupę parówkową z mortadellą! Inspirowany tym zwrotem akcji stwierdziłem że ugotuję sobie taką zupę w ten sposób solidaryzując się z moimi mniej szczęsliwymi braćmi i siostrami po drugiej stronie rzeki.

Jak biednie by ta zupa nie brzmiała w teorii to w praktyce jest całkiem syta i wartościowa, znalazłem klika wpisów dotyczących podobnych tworów w necie niestety były one rzeczywiście biedne lub słabo opisane, tu jest moja propozycja:

Skłądniki:

  • 1 – 1.5 L bulionu (możecie zrobić go z kostki, z proszku, z puszki lub od podstaw, wolna wola)
  • 1 seler obrany i pokrojony w drobną kostkę
  • 2 duże cebule pokrojone w drobną kostkę
  • 6 dużych pieczarek pokrojonych  w pół plasterki
  • 5 parówek
  • 1 serdelek (Serdelki z Dębiny)
  • 1 słoik 100g koncentratu pomidorowego
  • 1 łyżki mąki ziemniaczanej
  • 200g drobno poszatkowanej kapusty kiszonej
  • majeranek, kminek, sól, pieprz, płatki chilli (ile kto chce, ja dałem po pół łyżeczki)

W garnku na zupę zagotowywujemy bulion i dodajemy pokrojony seler, gotujemy z 10 – 15 aż seler zmięknie, jest on naszym tanim wypełniaczem, wolę seler niż kartofle ponieważ pozostaje twardawy i ma znacznie mniej skrobi. W tym samym czasie, podsmażamy cebulę na patelni z łyżką oleju, jak lekko zbrązowieje dodajemy pieczarki i na małym ogniu redukujemy aż cała woda z pieczarek odparuje, dobrze jest to podsypać chilli wtedy wydobędzie się jego aromat i ostrość. Gdy pieczarki odparują, wrzucamy całość do garnka z bulionem, dodajemy kapustę i pokrojone w plasterki parówki i serdelek(można więcej niż jeden ale tyle mi zostało). Doprowadzamy wszystko do zagotowania a w dużym kubku mieszamy koncentrat, z wodą i mąką ziemniaczaną i majerankiem, pieprzem, kminkiem (zioła dajemy na koniec by były bardziej aromatyczne). Wlewamy do garnka, mieszamy doprowadzamy do zagotowania i gotowe! Mąka zagęści zupę i przyprawy równomiernie się przez nią rozłożą zamiast pływać niemrawo na powierzchni. Będzie kontrast pomiędzy słodyczą pomidorów a kwaśną kapustą, jeśli użyliśmy dobre parówki to ich aromat też będzie przebijał.

Bardzo dobra odgrzana na drugi dzień, podawać na ciepło, chyba że właśnie odcieli gaz bo rachunków się nie płaciło, mówiono mi że na Pradze mają taki klimat. A więc mamy smak Pragi bez konieczności samej wycieczki na Pragę co mogło by się źle skończyć. Z doświadczenia wiem że czychają tam na człowieka już od samego mostu (piach rozsypują by rowerzyści ślizgali się na zkrętach) a wtedy śmierć, okaleczenie, rabunek i gwałt – nie koniecznie w tej kolejności. Uniknąłem takiego losu poświęcając swoje spodnie i kolano by nie stracić kontroli i pedałować dalej jak najszybciej! Dobrze że przynajmniej ten jeden most spalili celem odseparowania się. Smacznego i bądźcie ostrożni!

Sajgonki po mojemu, wersja light z patelni a 100% smaku!

Farsz

Farsz do sajgonek, dodajemy marynowany imbir i seler naciowy

Z dedykacją dla „Rejczel” z Wędliny z Dębiny :)

Pierwszy raz jak robiłem sajgonki był małym fiaskiem, zawiniątka eksplodowały, robiły się jak balony gdy trafiły na głęboki olej i kawałki farszu pływały po całej patelni. Dużo sprzątania, mało jedzenia. Dlatego częściej wolałem thai roll czyli bardziej warzywną „lekką” sajgonkę bez smażenia na głębokim oleju. Teraz stwierdziłem że można pogodzić jedno i drugie jeśli zamiast kąpieli w głębokim tłuszczu tylko lekko się zrumieni boki i tym podgrzeje farsz na patelni. Prostsze i mniej kaloryczne rozwiązanie dodatkowo mniej problemistyczne a tak samo albo i bardziej smaczne.

Więc jak to zrobić? Zaczynamy od farszu, będąc mięsożercą którym jestem wole we wszystkim mieć mięso (pownniście widzieć mój mięsny tort na 28 urodziny!) tu nie będzie wyjątku, chude mielone mięso doskonale się sprawdza. Na drugim miejscu makaron chiński/sojowy/ryżowy oraz warzywa. Poniżej jest lista tego co najczęściej używam do tego typu farszu:

  • 500g chudego mięsa mielonego (ja użyłem łopatki wieprzowej)
  • 2 „zupki” chińskie, smak według preferencji
  • 1 marchewka tarta na drobnych oczkach
  • 2 cebule dymki i ich szczypior drobno krojone
  • garść kiełków (ja użyłem brokuła i fasoli)
  • 1 łodyga selera naciowego pokrojona w drobną kostkę
  • imbir (świeży albo marynowany) z 2 łyżki stołowe
  • czosnek (świeży albo marynowany) około 1 łyżkę stołową
  • 1 łyżka stołowa sosu sojowego
  • 1 łyżeczka sosu rybnego (opcjonalne)
  • 1 łyżeczka oleju sezamowego

Mięso należ podsmażyć na możliwie małej ilości oleju rzepakowego (zalecam patelnie z powłoką ceramiczną) do smaku wystarczy sól i trochę pieprzu, musi być suche bez zbytniego soku.

Makaron z zupek chińskich należy pokruszyć jak są jeszcze zapakowane, potem wysypać wszystko do wysokiego zamykanego pojemnika (np. plastikowy pojemnik na żywność) dodać przyprawy (jak są tam te saszetki z utwardzonym olejem palmowym, proszę, wyrzućcie to do kosza, najgoryszy olej to palmowy). Nie używajcie zupek typu pomidorowa/barszcz/flaczki/gurlaszowa czy ogórkowa… te smaki nie pasują razem, ok? Zagotujcie wodę i zalejcie pokruszony makaron z przyprawami 400ml wody, jest dwa razy mniej niż zalecane na taką ilość. Pojemnik zakryć i zostawić na 30min. W międzyczasie można podsmażyć mięso i przygotować resztę warzyw.

|Nie będę robił krypto reklamy koncernom żywnościowym, ale tanie budżetowe zupki chińskie z makaronem po 99gr. nie są najlepsze, jakość makaronu jest inna i przyprawy mniej aromatyczne i zróżnicowane. Taki makaron po 15 – 20 min w wodzie zacznie się rozpływać i zmieniać w breję a chcemy go sztywnego by wytrzymał mieszanie. Różnica pomiędzy słabą zupką z makaronem a uczciwą jest około 1zł 50gr. za opakowanie więc nie ma co oszczędzać. Moje ulubione to te z aromatem krabowym, wnoszą dodatkową nutę smakową do całości. Również jak chcecie to możecia dać kilka drobno pokrojonych krewetek lub paluszków krabowych (paluszki krabowe nie są naprawdę zrobione z krabów) to śmiało, im więcej białka tym lepiej. Nawet łosoś czy inna ryba by się sprawdziła, mi nie wolno ryb jeść więc ta opcja odpada.|

Gdy mięso jest gotowe a makaron lekko przestygł i wchłoną całą wodę, łączymy skłądniki w dużej misce. Mieszamy ostrożnie by nie robić breji lub pasty makaronowej tylko masę o dobrej faktórze, gdzie wszystkie smaki się łączą w całość. Dobrze jest pozostawić masę do kompletnego wystygnięcia. Pod wpływem ciepła warzywa puszczą trochę soku który zostanie wchłonięty przez makaron dodając do jego smaku. Imbir, czosnek i olej sezamowy dodpełnią resztę palety. Sos rybny to rodzaj azjatyckiego maggi, jednak ci co go wpierw powąchali a nie spróbowali mogą mieć inne wrażenie, nie sugerujcie się zapachem, jego smak naprawdę podkreśla resztę aromatów.

Cały ten farsz trzeba zawinąć, do tego służy papier ryżowy. Kupuje go się w formie cienkich pół przeźroczystych arkuszy które bardzo łatwo się łamią. Należy zwilżyć taki arkusz z obu stron wodą, położyć na blacie czy desce i w 2 min jest miekki i plastyczny, możemy zawijać. Kopiastą łyżką od zupy farszu kładziemy 1/3 odległości od dolnej krawędzi, zakładamy dolną krawędź na górę farszu dociskając go w dół, następnie składamy boki do środka na koniec zwijamy wszystko do przodu. Cała sajgonka powinna mieć co najmniej podwójną warstwę papieru na każdej stronie. Zawijanie nie jest trudne, 2 lub 3 próby i da się opanować proces. Należy pamiętać, farsz->dół do środka -> lewa zakłądka -> prawa zakładka -> zwijamy od siebie. Dłużej zajmuje zrobienie pierog.

Papier papierowi nie równy. Spotkałem się że niektóre marketowe papiery ryżowe są bardziej gumowate i mocniej się kleją a inne są delikatniejsze i mniej kleiste. Najlepsze jakie dostałem to w sklepie z chińską żywnością na hali Bakalarskiej w Warszawie. Nie tylko koszt takiego papieru był mniejszy bo około 8zł za 0.5kg arkuszy ale jakościowo były znacznie lepsze. Więc jak zobaczycie papier ryżowy na którego opakowaniu nie ma jednej litery rzymskiego alfabetu i zachwala go sprzedawca który zna 4 polskie słowa… pewnie ten chcecie kupić.

Gdy wszystko pozawijacie, bierzemy dobrą patelnię typu non-stick, czyli z ceremiczną lub teflonową powłoką, nagrzewamy i lekko kropimy olejem sezamowym, następnie układamy sajgonki, smażymy przez 2min i delikatnie obracamy na drugą stronę na kolejne 2 min. I gotowe!

Wiem że czytając to wydaje się że stałem w kuchni przez pół dnia, ale na prawdę zabrało to z godzinę. Z przerwami na oglądanie M*A*S*H na Fox Comedy.

Można w sklepie dostać gotowe sosy do sajgonek, nie jest to nic innego jak sos słodko-kwaśny lekko rozwodniony jakimś sokiem np. pomarańczowym lub anansowym. Sam sos słodkokwaśny jest bardzo dobry do tego. Ja robię sos który składa się z równych ilości sosu słodkiego chilli, sosu sojowego i octu ryżowego z kilkoma kroplami jakiegoś ostrego sosu np. Blair’s Beyond Death – ale to ja i dla mnie.

Smacznego.

 

Sajgonki light

Sajgonki z patelni i thai roll

Sałatka z kurczakiem

Sałatka z grillowanym kurczakiem na ciepłe dni

Sałatka z kurczakiem

sałatka z kurczakiem na bogato

W letnie dni kiedy słońce świeci na bezchmurnym niebie, mieszkanie na ostatnim piętrze ma swoje minusy, robi się naprawdę gorąco a nie opłacalnym jest instalowanie klimatyzacji by 3 tyg do roku było równie dobrze co w pozostałe 49 tegodni. Raczej odpada jedzenie ciężkich, gorących dań, tu trzeba coś smacznego i na zimno, dlatego mamy tu coś idealnego – sałatkę z grillowanym kurczakiem. Wielkim błogosławieństwem jest posiadanie zamykanego grilla elektrycznego, pierwszego dostałem na święta od mojej byłej, był to oryginalny George Foreman Grill, na początku nie wiedziałem co z tym zrobić i nie bardzo widziałem to za udany prezent jednak z czasem urządzenie stało się niezbędnikiem kuchennym, do dziś jestem niezmiernie jej wdzięczny za ten prezent, choć zastanawiam się czy nie miał on podtekstu dotyczącego przejścia na dietę (George Foreman reklamował to jako  Lean Mean Fat-Reducing Grilling Machine) faktycznie wtedy ważyłem 20kg więcej niż teraz. No dobra koniec dygresji i do sałatki.

Wydaje się że każdy może zrobić sałatkę, ale to złudzenie, dokładnie tak jak każdy myśli że potrafi zrobić kanapkę a potem smaruje kromkę chleba masłem i kładzie na to plasterek wędliny… nawet Wędliny z Dębiny jednym plasterkiem nie robią kawałka chleba kanapką, i tak samo jest z sałątką.

Według mnie by sałatka była sałatką potrzebne są co najmniej 4 różne warzywa i 2 dodatki plus coś bogatego w białko (mięso, jajka, ryba). Do tego dressing własnej roboty.

Więc co tu mamy? (według warstw od dołu)

Warzywa:

  • sałata lodowa
  • kapusta pekińska
  • plasterki zielonego świeżego ogórka
  • plasterki kiszonego ogórka
  • drobno szatkowana cebula dymka
  • pomidory cherry pokrojone na pół

Dodatki:

  • suszone pomidory z oleju (nie przesadzajmy z nimi)
  • greckie drylowane oliwki zielone
  • cienkie plasterki dobrze dojżałego sera cheddar (też bez przesady)
  • kuleczki świeżej mozzarelli z zalewy z peperochino

Mięso:

Pierś z kurczaka (300g) marynowała się w domowej roboty piwie i mieszance przypraw do kurczaka (cebula, czosnek, kurkuma, imbir, papryka) przez 3 godz. następnie została zgrillowana i szybko pokrojona w długie plastry i ułożona na wielkiej kopie warzyw.

Do tego podarta świeża bazylia.

Dressing:

  • Jogurt 0% tłuszczu (kubeczek 150-200g)
  • 3 ząbki czosnku wyciśnięte przez praskę
  • szczypta soli i pieprzu
  • łyżeczka musztardy dijon (ale inne jak rosyjska czy sarepska dają radę)
  • odrobina sosu Worcestershire

Wszystko wymieszać 3 godz przed czasem i trzymać w lodówce.

Sałatkę polewać dressingiem po podaniu na talerzu. Można sobie dać go więcej ponieważ nie jest oparty na majonezie, ani nie zawiera oleju a jest bardzo smaczny ponieważ jogurty 0% są dodatkowo zagęszczane proszkowanym mlekiem które nadaje mu słodszy i bogatszy smak, również jest bogatsze w białko.

Życzę smacznego.

Pizza chorizo

Pizza chorizo po prostu cuda na kiju

Pizza chorizo

Pizza chorizo

Niedaleko od mojego domu jest rondo De Gaulle’a a na nim budynek byego KC PZPR w którym teraz zagościły na parterze trendy hipsterskie knajpy, a w tym multitap bar Cuda na Kiju. Elektryzująca atmosfera pełna wysyłanych tweetów, MMS’ów, postów na facebooku i instagramie przez zniewieściałych brodatych hipsterów. Ale ciężko inaczej się komunikować jak się siedzi we wnątrz lokalu w ciemnych Rejban’ach o 23:30. Non-stop profesjonalnie strzelane selfie najnowszym ajfonem(a na maszynkę do golenia ich nie stać) z wszystkim co wyląduje na stole jest na najwyższym poziomie. Po mimo tego lokal jest całkiem ok i dostanie się tam bardzo dobre piwo oraz bardzo smaczną pizze. Niestety na co dzień nie chodzę do pubu a dobrą pizze lubię a więc na finał ligi mistrzów zduplikowałem i lekko podkręciłem ich recepturę by dostać bardzo uczciwą pizze z chorizo i świeżą bazylią.

Przepisów na pizzę jest na pęczki, każdy ma swój własny idealny, oryginalny, autentyczny więc nie będę twierdził że mój jest tym jedynym, a zwyczajnie da dobrą pizze. Drugą kwestią jest technika zrobienia i pieczenia pizzy oraz jaki piec się używa.

Ciasto:

  • 3/4kg białej mąki luksusowej
  • 3 szklanki letniej wody
  • 1 łyżeczka soli (nie musi być morska ani koszerna, każda sól smakuje tak samo)
  • 2 łyżeczki białego cukru(pożywka dla drożdży)
  • paczka suchych drożdży 8g

Suche składniki trzeba wymieszać razem, następnie dodać całą wodę i zagniatać aż otrzyma się nie lepiącą do rąk sprężystą kulkę ciasta, jeśli jest za mokra podsypać pozostałą mąką, jak za twarda i nie sprężysta dodać odrobinę wody. Ciasto podzieliłem na 3 równe kawałki i na arkuszu papieru do pieczenia wyrobiłem na cienkie placki. Tak wyrobione wystarczy zostawić gdzieś w cieple by lekko wyrosły pod wpływem drożdży.

Składniki:

  • mozzarella około 500g powinno starczyć po 5 -6 plastrów grubości 5mm na placek
  • chorizo po 8 – 10 plasterków na każdy placek
  • suszone pomidory po 5 – 6 połówek pokrojonych na paski
  • ser pleśniowy typu blue małe kosteczki 5mm strategicznie porozkładane obok pomidorów
  • czarne oliwki pokrojone na plasterki (tego w oryginalnym przepisie nie było)
  • papryczki jalapeno marynowane, po 10 plasterków na placek (tego też nie było w oryginale)
  • sos pomidorowy lub przecier, im prostsze tym lepsze, kluczowe by był kwaskowy a nie bardzo słodki, ser i chorizo już są ciężkie i trzeba to z balansować
  • świeża bazylia (krzaczek)

Piekarnik rozgrzać najmocniej jak się da, mój ma skalę do 270 stopni, płomień tylko od dołu. Wyrośnięty placek smarujemy cienką warstwą sosu pomidorowego, układamy plastry mozzarelli, tam gdzie sera nie ma układamy chorizo, na ser kładziemy oliwki, japaleno i pomidory, obok pomidorów ser pleśniowy. Na koniec drzemy kilka listków bazylii i rozrzucamy po placku, po jego wyjęciu robimy to jeszcze raz, bazylia zwiędnie na gorącej powierzchni ale będzie bardzo intensywna. Pieczemy krótko, na średniej półce przez 12 – 14min na placek.

I tyle, 3 pizze zrobione, Barcelona wygrała ligę mistrzów a ja nie musiałem się ruszać z domu.

Smacznego.

wędliny z dębiny

Grillowane serdelki z Dębiny z cebulką prowansalską

wędliny z dębiny

Serdelki z Dębiny

Wędliny z Dębiny mają niesamowite serdelki. Dwa razy większe od tych z marketu, dobra faktura (nie pies przemielony z budą we flaku) i są wędzone wraz z innymi wędlinami w wędzarce przez co mają ten jedyny niepowtarzalny smak. Kompozycja prosta, serdelki rozcinamy ale zostawiamy trochę flaka (tak prawdziwy flak nie plastik) by połówki nie rozeszły się, powierzchnię nacinamy ostrym nożem horyzontalnie a potem na skos w obie strony by otrzymać piękną kratownice. Wrzucamy do grilla elektrycznego na 15min by się podsmażyły, te serdelki mają bardzo mało tłuszczu w sobie więc nawet nie ma się co wytopić.

Do tego kroimy 2 cebule w pół paseczki, podsmażamy na 2 łyżkach oleju, następnie zmniejszamy ogień posypujemy obficie ziołami prowansalskimi i kruszonym chilli, solimy i dusimy co jakiś czas obracając. Można dodać odrobinę wody by się mocniej karmelizowały.

Pozostaje tylko podać i jeść aż uszy się trzęsą.

Dziękujemy wam Wędliny z Dębiny

Pulpety w sosie serowym

Pulpety w sosie serowym wersja light

Pulpety w sosie serowym

Pulpety w sosie serowym

Co tu mamy to pulpety z mięsa wieprzowego w sosie serowym który zrobiłem głównie z polskiego dojrzewającego sera Bursztyn, jednak jest to wersja lekka tego sosu ponieważ użyłem mąki ziemniaczanej i mleka do robienia sosu zamiast śmietany i serków topionych by był gęsty i bogaty w smak.

Do pulpetów potrzebujemy:

  • 1kg mielonego wieprzowego mięsa (ja użyłem szynki i łopatki)
  • 1 jajko
  • 3 – 4 łyżek stołowych bułki tartej (lub chipsów zmielonych w malakserze)
  • sól, pieprz
  • łyżeczka ostrej papryki (lub przyprawa meksykańska)

Wszystko mieszamy razem i odstawiamy na jakieś 2 godz. by smaki się przegryzły. Trik który zapożyczyłem od koleżanki z chipsami bardzo dobrze się sprawdza. Zwykle po imprezie zostają jakieś chipsy, chrupki, nachos itp których już rano się nie zje i leżąc tak albo zwietrzeją albo przestaną być chrupkie, ja zbieram takie chipsy, wrzucam do malaksera, rozdrabniam do postaci granulek i przechowuje w wielkim słoju, można je używać jako panierkę lub w tym wypadku spulchniasz.

Lepimy pulpety by były wielkości piłki do golfa i smażymy je na patelni. Na początku obsmażamy z każdej strony i pozwalamy się zrumienić, następnie redukujemy ogień, przykrywamy pokrywką i pozwalamy dojść temperaturze do środka pulpeta przez jakieś 10 – 15min.

Do sosu serowego:

  • 2 szklanki mleka 2%
  • 100g sera dojrzewającego typu Bursztyn (jak macie dostęp do dobrego parmezanu do zachęcam)
  • 2 ząbki czosnku
  • 1 kosteczka serka topionego
  • 2 łyżeczki mąki ziemniaczanej
  • sól, pieprz, kruszona ostra papryka

Nie wiem czy jak byliście dziećmi mama robiła wam budyń czekoladowy, (taki prawdziwy budyń a nie jakiś wynalazek z torebki gotowy w 1 minutę), trzeba było w mleku rozpuścić pół tabliczki czekolady, w oddzielnej szklance rozmieszać mąkę ziemniaczaną z odrobiną chłodnego mleka, dodać do prawie zagotowanej mieszanki mleka i rozpuszczonej czekolady i chwila moment wszystko gęstniało i był budyń.  Tu koncept jest identyczny, wlewamy mleko do garnuszka, zostawiając sobie odrobinę (1/4 szklanki) na rozrobienie mąki ziemniaczanej, do mleka w garnuszku dodajemy kosteczkę serka topionego, nie jest super konieczna ale ułatwi topienie sera dojrzewającego, dobrze jest wybrać jakiś który ma jakiś procent prawdziwego sera i/lub aromat. NIE WOLNO MLEKU SIĘ ZAGOTOWAĆ! jak ktoś chce można to robić w podwójnym garnku czy kąpieli wodnej, gdy serek się rozpuści, trzemy lub kroimy na drobną kostkę ser dojrzewający i wrzucamy do mleka, mieszamy aż wszystko się rozpuści. Wtedy dodajemy czosnek wyciśnięty przez praskę. Następnie wlewamy pozostałem mleko z mąką i energicznie mieszamy aż uzyskamy lejącą się masę, doprawiamy i gotowe! jak wyjdzie za gęste wystarczy dać trochę więcej mleka, jak za rzadkie jeszcze jedna porcja mąki ziemniaczanej z mlekiem.

Podajemy pulpeta polanego sosem i co tam chcecie jeśli chcecie za dopełniacz, hipsterzy pewnie dali by frytki belgijskie z majonezem ale ja wolę prostą sałatkę z lodowej, pomidora, cebuli i ogórka zielonego.

Smacznego!