Archiwa kategorii: Dania Główne

lasagne02_sm

Lasagne prawdziwego zwycięzcy

Drepcząc dziś do pracy z tramwaju na mordorze, zauważyłem lekko pękatego brodacza (czyt. hipster) niosącego w jednej ręce prawdopodobnie MacBooka (bo hipsterzy nie uznają prawdziwych komputerów, ani indywidualności) a w drugiej jakieś małe zielono białe opakowanie z napisem Victory meal czy jakoś tam. Od razu żal mi się człowieka zrobiło. Nie dość że prawdopodobnie grubo przepłacił za to pudełeczko to jeszcze się nie naje, ale właściciele produktów z logo nadgryzionego jabłuszka są przyzwyczajeni do rozczarowań więc pewnie i to jakoś przełknie. Poprawiłem torbę z rzeczami na siłownię na ramieniu by zbyt się nie ruszała ponieważ pomiędzy koszulką i spodenkami był pojemniczek z 700g lasagne którą wczoraj zrobiłem. „No, to się nazywa victory meal” sobie pomyślałem, jest białko, węglowodany, trochę tłuszczu a głównie dużo smaku, i nie zaśmiecam ziemi tysiącem plastikowych pojemniczków ponieważ mam jeden wielokrotnego użytku #ekolasagne.

Lasagne 3 sery (i nietylko)

Sos mięsny ala bolonese jest łatwy w przygotowaniu. Na Praskim bazarku na Szembeka dorwałem piękny 1.5kg antrykot za 20zł/kg, niedoceniane mięso ten antrykot, nawet steaka można z niego wyciąć. Więc, pozbawiwszy się kości, wykroiłem ładny 350g steak a resztę przepuściłem przez maszynkę do mielenia mięsa wraz z sporej ilością cebulą. Mięso, około 700-800g usmażyłem wstępnie w rondelu na oleju rzepakowym a następnie zalałem go 500ml przecieru pomidorowego i 80g koncentratu. Przyprawione 4 ząbkami czosnku przeciśniętym przez praskę następnie suszoną bazylią i oregano. Nie zapomnijcie dać warzywko w płynie do smaku zamiast zwykłej soli, glutaminian sodu musi być. Nie daje śmietany czy innych podobnych, ten sos jest wyraźny w smaku i ma mniej kalorii. Taki sos można zrobić z wyprzedzeniem, i jak go zostanie można wykończyć z jakimś makaronem.

Makaron sam „kręcę” w maszynce do makaronu którą dostałem w spadku po babci. Znacznie ułatwia sprawę i nie trzeba walczyć wałkiem na stolnicy. Samo ciasto to metoda prób i błędów, biorę szklankę wody w której rozpuszczam pół łyżeczki soli, a potem w misce dodaje tyle mąki ile trzeba by otrzymać sprężystą nie lepiącą się kulkę. Jak zwykle by nie szprycować się samą białą mąką, dorzuciłem 2 garści razowej pełno ziarnistej, trochę błonnika nie zaszkodzi a wręcz pomoże. Takie ciasto przepuszczam przez maszynkę do grubości 4, tnę na odpowiedniej wielkości kawałki i indywidualnie gotuję przez położeniem kolejnej warstwy w blaszce do ciasta wyłożonej folią aluminiową (folia pomaga w czyszczeniu).

Do tego jeszcze jest jedna czerwona papryka drobno posiekana i pół pęczka bazylii również z bazarku na Szembeka, jak by to Jamie Oliver powiedział „jest obłędnie aromatyczna”.

Warstwy układamy równomiernie, na dole mniej farszu więcej ciasta, im wyżej więcej farszu i dodatków. Każda warstwa to sos, papryka, bazylia, trochę tartej mozzarelli i dobry Francuzki pleśniowy ser którego nazwy nie pamiętam, bardzo kremowy i dobrze poprzerastany niebieską pleśnią. Razem mamy 6 warstw ciasta. Na górę zamiast tradycyjnego beszamelowego sosu który jest niczym innym jak mąką i masłem, dałem mozzarellę i parmezan. Ogólnie z całą tą 2.7kg lasagne zużyłem 450g sera, co wydaje się sporo ale to jest przynajmniej 5 – 7 porcji jedzenia.

Wszystko zapiekamy w piekarniku przez około 40min w temp 200C. Wszystko zależy od tego czy użyliśmy gorący sos czy ostudzony lub zimny, oraz czy rozgrzaliśmy piekarnik z wyprzedzeniem.

Upieczone 2.7kg lasagne

Nic tylko życzyć smacznego.

 

Cannelloni z kurczakiem w sosie ze szpinaku i fety

Cannelloni to takie wielkie tuby makaronowe które można wypchać praktycznie wszystkim. Pracochłonne w przygotowaniu jak lasagne ale raz na jakiś czas warto zrobić coś innego. Amerykanie maja powiedzenie „variety is the spice of life” czyli różnorodność jest przyprawą życia, a Spice Girls krzyczały „spice up your life” więc tym prostym przepisem przyprawiamy nasze życie. Przynajmniej na poziomie kulinarnym, choć jak to zrobicie w ramach randki z obiadem nie wiadomo jak pikantnie się zrobi później (zawarte w pesto orzeszki pini są afrodyzjakiem i podobno pomagają z wydajnością tam na dole).

A więc robimy cannelloni wypchane farszem ze szpinaku, fety i kurczaka.

Napełnione cannelloni w naczyniu żaroodpornym

Co potrzebujemy?

  • 2 piersi z kurczaka, zmielone (ok 500g)
  • 1 opakowanie mrożonego szpinaku, najlepiej całe liście a nie rozdrobniony
  • 1 opakowanie sera typu feta 270-300g pełno tłuste
  • 15 rurek makaronu cannelloni (ok pół opakowania)
  • pół szklanki mleka
  • 4 ząbki czosnku
  • 1 łyżeczka czosnku w proszku
  • 3 łyżki stołowe pesto
  • sól i czarny pieprz do smaku
  • 150g sera gouda

Potrzebne będzie jeszcze naczynie żaroodporne lub foremka w której upieczemy wszystko, co równiez wiąże się z koniecznością posiadania piekarnika. Tylko tak zaznaczam ponieważ znam osoby które nie posiadaja piekarnika.

Upieczone cannelloni pod pierzynką z sera gouda

Do dzieła! Najpierw robimy farsz. Na patelni podgrzewamy trochę oleju rzepakowego (żadnego kokosowego świństwa!) i podsmażamy mielonego kurczaka. Pierś kurczaka jest chuda, i o to chodzi, wystarczająco dużo tłuszczu dostaniemy z sera i pesto więc nie przesadzajmy. Gdy kurczak jest ładnie ścięty (biały nie różowy) dodajemy mrożony szpinak i podlewamy mlekiem. Po kilku minutach redukujemy ogień, przykrywamy przykrywką i zostawiamy na 10 – 15 min. W tym czasie szpinak się rozmrozi i puści soki do mieszanki mleka z sokami z kurczaka. W tym czasie bierzemy nasz ser typu feta (jak macie dostęp do prawdziwej pełno tłustej fety po uczciwej cenie zastosujcie to, inaczej paczkowane serki udające fetę spokojnie wystarczą) i kroimy go w drobne kawałki. Gdy szpinak rozmroził się, mieszamy go z kurczakiem, nie chcemy dużych kawałków czy grudek, wszystko powinno być małe i równo rozłożone. Dodajemy fetę, pesto, czosnek i czarny pieprz. Mieszamy i mieszamy aż uzyskamy zielony sos z mięsem i liśćmi szpinaku. Jeśli jest za mało słony solimy, ser feta jest dobrze słony i może sam w sobie wystarczyć. Odstawiamy farsz na chwilę by przestygł, a włączamy piekarnik i ustawiamy go na 190 stopni C.

Upieczone i podane cannelloni

Teraz trzeba być delikatnym. Rurki cannelloni są cienkie i łatwo się łamią więc trzeba je ostrożnie faszerować. Do tego celu ja używam rękawa cukierniczego bez nasadki, jeśli farsz jest luźny i wszystko jest rozdrobnione to bardzo łatwo wejdzie do rurki z rękawa. Jeśli nie macie rękawa cukierniczego, nadziewamy tradycyjnie rękoma jak babcia Rosanella we Włoszech to robiła. Dobrą praktyką jest zastosowanie rękawiczek lateksowych do żywności, działają jak termoizolacja więc się nie poparzymy oraz ręce nie będą nam pachnieć czosnkiem do końca dnia. Kolejny plus jeśli szykujemy to na randkę. Wypchane rurki układamy w naczyniu żaroodpornym i zakrywamy resztą farszu. Na górę sypiemy tarty ser gouda i zakrywamy pokrywką. Pieczemy pod przykryciem około 45 – 50 min aż ser się stopi kompletnie i większość cieczy z farszu zostanie wchłonięta przez rurki które w ten sposób się ugotują.

Nic tylko serwować i się zajadać. Na pewno ja zjadłem to te smakiem.

Pizza chilli con carne z miodowym boczkiem

W czasach gdy wszyscy chcą robić dania fit, lean, wege, light i oh! tak super zdrowe, to jako wywrotowiec świata wychodzę im na przeciw i kontruje to wszystko moją pizzą z chilli con carne i podwójną ilością sera uwieńczone plecionką z boczku peklowanym w miodzie. Palce lizać wierzcie mi. Nie dla wegetarian czy anty glutenowców. (jeden gryz tej doskonałości pewnie na stałe wyleczył by nawet najbardziej zatwardziałego wegetarianina)

Przed upieczeniem, boczek już wygląda dobrze

Pomysł zrodził się gdy zrobiłem garnek dobrego chilli con carne by umilić oglądanie meczu kolegom(bez jedzenia i piwa piłka nożna była by nudna jak golf). Samo chilli con carne jest bardzo dobre. Kto nie lubi mielonej wołowiny w pomidorowo-paprykowym sosie z fasolą, papryką, cebulą i wędzoną papryką, no więc jak tu ulepszyć coś takiego? Oczywiście że pizzą, pizza zawsze jest dobra(bo ma ser). Więc robimy blat pizzowy, smarujemy dużo chilli con carne, do smaku 200g pepperoni, mieszanka serów tartych i dwie kulki mozzarelli pokrojone w plastry. Wykończenie na górze to opakowanie boczku peklowanego w miodzie który kupiłem na tygodniu amerykańskim w Lidlu. Zwykły boczek pewnie też by to się sprawdził, tyle że ten był już dobrze pokrojony w konkretne plastry.

Upieczona pizza z chilli con carne i miodowym boczkiem

Piekarnik nagrzany do 260 stopni C. dolna i górna grzałka. 15min pieczenia by otrzymać prezentowany na zdjęciu twój. Boczkowy, tłuściutki z serem ciągnącym się jak na reklamach pizzy hut. Nic dziwnego że po zjedzeniu połowy tej pizzy we 4 osoby wszyscy byli pełni a butelka burbonu pusta.

Przepis na chilli con carne jest w podpowiedziach. Oryginalnie powinna być tam mielona wołowina, cebula, papryka, pomidory/przecier pomidorowy, wędzona papryka w proszku, proszkowane chilli, czosnek i kumin. Potem można jeszcze dać fasolę, kukurydzę, seler naciowy, ostre papryczki i co dusza zapragnie. Chodzi o dobry gęsty mięsny sos, na pewno ma być pikantne a najlepiej ostre.

Przepis na ciasto na pizze jest banalny:

  • 0.5kg mąki uniwersalnej
  • 1/4 kostki drożdży
  • łyżeczka cukru
  • łyżeczka soli
  • szklanka wody

Sól, cukier, drożdże rozpuszczamy w wodzie. Dodajemy do przesianej mąki w wysokim naczyniu, mieszamy aż uzyskamy sprężystą kulkę ciasta które rozciągamy/wałkujemy na placek. Pozwolimy wyrosnąć przez 30min w cieple i można układać składniki.

Tu mamy grubo krojone pieczarki, pepperoni, sos pomidorowy, chilli con carne, 200g tartego sera, 2 kulki mozzarelli i boczek. Jak bym miał jalapeno to jeszcze było by jalapeno. Ale możecie dać jeszcze więcej, jest pizza quattro fromaggi to można zrobić quatro carni. Szalejcie!

…i smacznego!

Falafel w domu, palce lizać

Falafel w domu

Nie jestem weganem, ale zawsze smakował mi dobry falafel i tu jest problem, nie można znaleźć dobrego falafela, który nie wyczyści mojego portfela. Serwowane w większości kebabów smakują jak głęboko smażona bawełna zmieszana z 2-tygodniowym przewodnikiem telewizyjnym, a modne hipsterskie knajpki, które serwują posiłki z hummusem i falafelem chcą rękę i nogę za garść przetworzonej cieciorki. Nie będę przepłacać za cieciorkę i pietruszkę na głębokim oleju facetowi który nawet nie potrafi się golić i nosi damskie spodnie. Więc poczytałem kilka przepisów i wymyśliłem własną wersję. Zaufaj mi, ten falafel jest niesamowity.

Co potrzebujesz?

2 szklanki suszonej cieciorki (nie używaj puszkowej, to jest dobre na hummus)
1 duża cebula
4 ząbki czosnku (dodać więcej, jeśli lubisz czosnek)
Około pół szklanki posiekanej świeżej pietruszki
Około pół szklanki posiekanej świeżej kolendry
łyżeczka kuminu
łyżeczka mielonej kolendry
łyżeczka pieprzu
łyżeczka z ostrej papryki lub cayenne
2 – 3 łyżki stołowe mąki
1 jajko
sól dla smaku
Musisz moczyć cieciorkę przez 12-24 godziny w wodzie, będą pęcznieć i podwoją objętość, więc użyj większego pojemnika niż pierwotnie wymagany.

Kiedy napęcznieją, musisz z miksować je w malakserze. Miksuj pulsacyjnie, nie miel ich na miazgę, raczej chcesz, aby wynik końcowy był luźnymi wiórami lub drobnymi kawałkami. Więc lekko pulsuj, często mieszaj. Zrzucić wszystko do miski. Następnie weź wszystkie pozostałe składniki, z wyjątkiem mąki i wymieszaj w malakserze na drobną pastę, dodaj ją do cieciorki i wymieszaj aż uzyskasz jednolitą masę. Jeśli będzie zbyt mokra, aby utrzymać kształt, dodaj mąkę, aby ją zagęścić.

Pozostaje tylko głębokie smażenie. Użyj słonecznikowego lub oleju rzepakowego nie smaż na oliwie z oliwek lub używaj nowego i modnego oleju kokosowego, który jest świństwem. Falafele potrzebują około 5 min głębokiego smażenia. Używałem łyżki do lodów, aby utworzyć połowę piłki, spłaszczyć ją lekko palcem i delikatnie opuścić do wrzącego oleju. Dobrze mieć kilka zrobionych z wyprzedzeniem, więc wszystkie włoży się razem w tym samym czasie.

Wyjąć, ułożyć je na papierowym ręczniku, aby pozbyć się nadmiaru oleju. I jemy! Chrupka skorupka i aromatyczny miękki parujący środek, palce lizać. Smakują mi z lekkim sosem na bazie jogurtu i koperku oraz trochę sambal oelek dla tego pikantnego kopa.

Obwarzanek pizzowy kolejna wariacja

Oto kolejna pizzowa wariacja. Tym razem to wielki obwarzanek zrobiony z zwiniętego rulona pizzowego. Rulon aka stromboli był już robiony wcześniej ale by go zawinąć dookoła jakiegoś żaroodpornego naczynia (tu stalowej miseczki) przesmarować hojną ilością masła czosnkowego i zamknięciu obręczą od foremki do biszkoptów z zewnątrz to jeszcze nie było robione.

Obważanek pizzowy z masłem czosnkowym

W środku mamy pepperoni, podsmażany boczek, zielone oliwki, mozzarellę, białą cebulę, jalapeno i gęsty sos pomidorowy.

Masło czosnkowe własnej roboty: zadziwiające jest że przeciętna kostka zwykłego masła ekstra 200g kosztuje jakieś 4-5zł natomiast kosteczka 100g masła czosnkowego kosztuje 5-8zł. Więc bierzemy 3 ząbki czosnku, wyciskamy przez praskę, na patelni rozpuszczamy 75-100g masła, wrzucamy czosnek, solimy (opcjonalne) i na bardzo małym ogniu trzymamy przez 10min, nie chodzi by usmażyć czosnek tylko by puścił aromat do tłuszczu, a to się dzieje w średniej temperaturze 60 – 80 stopni C.

Sos to słoiczek 250ml koncentratu pomidorowego, z 3 ząbkami czosnku przeciśnięte przez praskę, suszone zioła prowansalskie, oregano i bazylia oraz chilli. Wszystko zmiksowane w mini blenderze z 150ml białego wina i łyżką aromatyzowanej oliwy z oliwek.

Rullon pizzowy w przekroju

Po zwinięciu i zamknięciu rulonu, odstawiamy go na 20 – 30min w jakiejś ciepłe miejsce by wyrósł a potem wkładamy na 40min do rozgrzanego do 250 stopni C. piekarnika. Z uwagi na masło czosnkowe, obręcz która trzyma obwarzanek z zewnątrz nie powinna przykleić się do ciasta i zapiec, tylko upiec się na chrupką acz tłuściutką skorupę sztywno trzymającą cały wypiek. Taka pizza hut pizza, w wysokiej foremce z dużą ilością tłuszczu, ale jaka smaczna.

Rozrysowałem szybką instrukcję jak to zrobiłem jeśli moje zdolności literackie nie wystarczyły:

Instrukcja jak zrobić obwarzanek pizzowy

Powodzenia i smacznego!

 

 

 

Pizza z przepisu w książce kucharskiej z 1987

Pizza z 1987r.

Pizza z przepisu w książce kucharskiej z 1987

Pizza z przepisu w książce kucharskiej z 1987r.

Ostatnio robiąc porządki w książkach kucharskich mojej śp. babci trafiłem na taki „Blast from the past” a mianowicie książkę pt. „Potrawy mało znane z…” autorstwa Anny Czerni z 1987r. W 1987r. ledwo zaczynałem podstawówkę, głównie znane mi potrawy to była pomidorowa, ogórkowa, kotlet mielony z kartoflami i placki ziemniaczane, czasem jak mama chciała zaszaleć to gotowała gulasz wołowy, pod koniec wrzucała tam koncentrat pomidorowy i suszone oregano, gotowała  makaron i nazywała to spaghetti. Nic dziwnego że opisane w tej książce potrawy mogą się wydawać egzotyczne, pierwszy rozdział poświęcony był pizzy. Co ciekawe połowa z nich nawet nie przewidywała sera jako składnika pizzy, były za to anchois, smażone pomidory i czosnek. Stwierdziłem że trzeba posmakować pizzy z 1987r. Sama książka jest pisana zupełnie inaczej od obecnych, jest to liniowa opowieść o potrawie którą w kolejnych rozdziałach jest bardziej rozbudowywana. Od placka drożdżowego przesmarowanego koncentratem pomidorowym i anchois do uczty owoców morza. Kierowałem się kilkoma przepisami na raz:

Pizza neapolitańska z serem. (placek drożdżowy z pasą pomidorową, serem i smażonymi pomidorami)

Pizza con funghi.(placek drożdżowy z pasą pomidorową, serem i podsmażonymi pieczarkami)

Pizza capricciosa. (placek drożdżowy z pasą pomidorową, serem i fantazją – czyli wszystko z suchą krakowską włącznie)

Do zrobienia ciasta potrzebujemy:

  • 400g mąki
  • 40g drożdży
  • trochę więcej niż pół szklanki wody
  • 2  łyżki oliwy
  • szczypta soli

Tu żadnych nowości(starości?) nie ma. Drożdże rozrabiamy z woda solą i oliwą, wlewamy do mąki i i wyrabiamy aż dostaniemy sprężystą kulkę ciasta. Z tymi dokładnie proporcjami kulka nie była za bardzo sprężysta. Następnie pozwalamy ciastu wyrosnąć przez 2 godziny i rozwałkowujemy ciasto na placek któremu znów dajemy lekko wyrosnąć. Jest zawsze nacisk by koniecznie pamiętać o zrobieniu brzegu by sos nie wyciekł.

Sos:

  • 400g koncentratu pomidorowego
  • 2 łyżki oliwy
  • suszone zioła – bazylia, oregano
  • szczypta soli

Na patelni podgrzewamy oliwę i przesmażamy pastę pomidorową z solą i ziołami. Gdy gotowe smarujemy nią rozwałkowany placek ze zrobionymi brzegami. Przy tej konsystencji nie ma szans by cokolwiek pociekło z pizzy(choć jest wielokrotnie zaznaczane że może).

Do tego podsmażyłem pieczarki pokrojone w grube plasterki na maśle. Na tej samej patelni podsmażyłem plastry świeżego pomidora malinowego. Poukładałem jedno i drugie na blacie pizzy z pastą pomidorową, dodałem klika plasterków salami i poukładałem pocięte w plastry dwie kulki mozzarelli.

Piekłem w piekarniku rozgrzanym do 240 stopni C przez 20 min. Ciasto było lekko twarde przy proporcjach mąki i wody ale ogólnie jak to pizza, smaczna. Te podsmażane pomidory to było coś nowego. Ciekawe czy Włosi tak naprawdę robili taki przepis.

Potrawy Mało Znane z…. Anna Czerni

Kotlety jagnięce z sosem ze świeżej kolendry

Jagnięcina po bałkańsku z sosem ze świeżej kolendry

Kotlety jagnięce z sosem ze świeżej kolendry

Kotlety jagnięce z sosem ze świeżej kolendry

Jeśli mieszkacie w Warszawie to polecam Halę Mirowską, w prawie niezmienionej formie od ponad 30 lat oferuje świeże warzywa, owoce, nabiał i wędliny lokalnych rzemieślników oraz mięso! Jest duża różnica w smaku i fakturze mięsa gdy kupujecie ją od rzeźnika który kilka godzin wcześniej wykroił je z tuszy a nie rozciął plastikowy worek i wyłożył do bemara w chłodzonej ladzie sklepowej. Coś czego również nie dostaniemy w markecie to świeża jagnięcina, tak bardzo popularna na Bałkanach u nas jakoś nie ma za dużo entuzjastów.

Za relatywnie małe pieniądze bo 25zł/kg czyli cena piersi z indyka dostałem bardzo uczciwą mieloną jagnięcinę. Tu również mam zaufanie że nie dostaję ochłapy czwartego sortu czy psa zmielonego z budą, tylko czyste mięso z odrobiną tłuszczu. Z tej jagnięciny zrobiłem bardzo dobre kotleciki z grilla. Do tego prosty sos jogurtowy z kolendrą i czosnkiem który dodatkowo wydobył smak z jagnięciny. Palce lizać.

Co trzeba?

  • 1 kg mielonej jagnięciny
  • pęczek natki pietruszki
  • 1 średnią cebulę
  • łyżeczkę słodkiej papryki w proszku
  • 2 ząbki czosnku
  • łyżeczka ostrej węgierskiej papryki
  • łyżeczka grubo mielonego czarnego pieprzu
  • pół łyżeczki soli

Cebulę, czosnek i natkę pietruszki wrzuciłem do mini blendera i zmiksowałem na drobno siekaną pastę, dodałem słodką i ostrą paprykę, sól i grubo mielony pieprz i dokładnie wymieszałem z mięsem. Sugeruję używać rękawiczek lateksowych lub jednorazowych do gastronomi nie ma problemu z usuwaniu zapachu cebuli i czosnku z dłoni. Tak wymieszane mięso dobrze jest odstawić na kilka godzin w lodówce by przeszło aromatami przypraw.

W między czasie zrobiłem sos do kotlecików. Potrzebny jest kubek jogurtu greckiego 400ml, pęczek kolendry i ząbek czosnku. W mini blenderze miksuje kolendrę, czosnek i 2 łyżki jogurtu na gładką pastę, dosalam wedle uznania. Następnie tą pastę delikatnie wmieszałem do reszty jogurtu. Gdybym wsadził całe opakowanie jogurtu do blendera to jogurt stał by się bardzo lejący, a w ten sposób konsystencja jest zachowana. Taki dressing jest świeży aromatyczny i dobrze kontrastuje mocny smak jagnięciny.

Lepimy kotleciki wielkości dłoni i grubości 2 – 3 cm, grillujemy. Najlepiej na dworze, na prawdziwym grillu opalanym drzewem liściastym, ale w warunkach domowych grill szczękowy firmy Tefal spokojnie daje radę.

Podajemy z sosem i warzywami, po Bałkańsku powinny być pomidory, zielony ogórek, oliwki i papryka. Ja nie miałem papryki, jest o tej porze roku strasznie droga i mało wyrazista.

Smacznego!

Kurczak Generała Tso

Kurczak Generała Tso możliwie najlepszy kurczak z kuchni azjatyckiej

Kurczak Generała Tso

Kurczak Generała Tso

Pochodzi z Chin, jest wiele opowieści jak zostało wymyślone ale większość zaprzecza że była to potrawa przygotowana specjalnie dla Tso Tsung-t’ang. Dziś w USA nie ma nic bardziej popularnego w restauracjach z jedzeniem mandaryńskim i chińskim. Jest wszystkim tym co się chce w kurczaku, smażony na głębokim oleju, w panierce, z aromatycznym pikantno-słodkim sosem który oblepia każdy kawałek, niebo w gębie!

Niestety w Polsce danie to nie zyskało na popularności wśród barów azjatyckich, znalazłem go w restauracji o mało azjatyckiej nazwie Regina gdzie był prawie jak ten który jadałem w NYC. Niestety „prawie” to nie to samo co „identycznie” tu kucharz raczej nigdy nie jadł tego „autentycznego z USA” i coś brakowało, plus (a raczej minus) porcja była mała i bez dodatków, za to relatywnie droga ponieważ za bardzo ozdobny 15cm talerzyk kurczaka bez ryżu, surówki czy innego warzywa trzeba zapłacić 19zł. Fascynujące jest jak restauracje które mają się za wyższą klasę niż klasyczny „chińczyk” każą sobie płacić za zwykły gotowany biały ryż i surówkę/warzywa (czasem nawet 10zł) gdzie w takim prostym barze dostanę jedno i drugie plus górę mięsa za 13zł. Składniki do zrobienia 800g tej pyszności kosztowały mnie trochę więcej niż 20zł. Dlatego warto umieć gotować i nie przepłacać.

Oto co trzeba i jak się robi.

Kurczak:

  • 800g kurczaka, najlepiej filety podudzia ale pierś również da radę
  • mąka do panierki
  • jajko lub dwa by lepiej się panierowało
  • jasny sos sojowy
  • olej sezamowy
  • wino ryżowe

Kurczaka kroimy w małe kawałki nie większe niż 5cm i marynujemy w mieszance sosu sojowego, wina ryżowego i oleju sezamowego. Najlepiej przez noc ale jak nam się śpieszy to kilka godzin też wystarczy.

W garnku na frytki lub frytkownicy nagrzewamy olej. W tym czasie wyjmujemy kurczaka, kawałek po kawałku maczamy w rozbełtanym jajku a później mące kompletnie pokrywając każdy kawałek. Smażymy w małych partiach (chyba że macie gastronomiczną frytkownicę) by ładnie się usmażyły na złoty kolor. Wyjmujemy i odkładamy na ręczniki papierowe by lekko wciągnęły nadmiar oleju.

Sos:

  • pół szklanki sosu sojowego
  • pół szklanki octu ryżowego
  • pół szklanki wina ryżowego
  • łyżka cukru
  • łyżka startego imbiru
  • 3 ząbki czosnku przeciśnięte przez praskę
  • chilli (najlepiej świeże ale jak nie mamy to płatki powinny wystarczyć)
  • skrobia ziemniaczana lub kukurydziana 1 łyżeczka

Wszystko z wyjątkiem skrobi wrzucamy do woka i doprowadzamy do wrzenia. Jeśli używacie świeżego chilli, pokrójcie je bardzo bardzo drobno. Próbujemy, powinno być słodkie, ostre, lekko kwaskowe i przesiąknięte imbirem. W odrobinie wina rozrabiamy łyżeczkę skrobi i wlewamy, nasza zupa winno-octowo-sojowa powinna zgęstnieć do konsystencji sosu. Wtedy wrzucamy kurczaka i energicznie nim potrząsamy w woku. Sos ma pokryć każdy kawałeczek kurczaka. Wtedy wykładamy na talerz. Możemy podawać samo jako zakąskę, na ryżu czy ze smażonym makaronem. Dekorować szczypiorkiem i prażonym sezamem. Zapijać dobrym amerykańskim burbonem.

Powodzenia!

Jamaican beef patties

Jamaican beef patties – pikantne bułeczki z Jamajki

Jamaican beef patties

Jamaican beef patties

Beef patty czyli pierożek z kruchego ciasta z pikantnym wołowym farszem nie tylko jest przysmakiem na Jamajce ale również w stanach zjednoczonych gdzie mieszka wielu imigrantów z Jamajki. My mamy nasze pierogi, włosi mają calzone, mieszkańcy Bałkan burek a Jamajczycy swoje beef patties. Bardzo łatwo się je robi doskonale nadają się na imprezę, najlepiej serwować ze szklaneczką jamajskiego ciemnego rumu.

Na ciasto potrzebujemy:

  • 3 szklanki mąki uniwersalnej
  • 4 łyżki stołowe kurkumy
  • 1 łyżeczka soli
  • 2 łyżeczki cukru
  • 3/4 kostki masła lub margaryny
  • 1 jajko
  • 1/2 szklanki wody

Zanim zaczniemy wyrabiać ciasto dobrze jest założyć rękawiczki lateksowe ponieważ taka ilość kurkumy zabarwi wam ręce na kilka dni. Mieszamy na początku suche składniki razem aż będziemy mieli jednolitą masę. Bardzo zimne masło kroimy w drobną kostkę i wrzucamy do suchych składników, rozcieramy wszystko by mieć miskę pełną żółtych mącznych grudek. Następnie mieszamy jajko z wodą powoli dodajemy do grudek i zlepiamy je razem aż uzyskamy jednolitą sprężystą masę. Ilość wody regulujemy sami, jeśli pół szklanki to za mało to dajemy więcej jeśli po wlaniu 1/3 już jest OK to nie dajemy więcej.

Składniki na farsz:

  • 1kg mielonej wołowiny
  • 2 papryczki habanero (oryginalnie scotch bonnet)
  • 1 cebulę drobno posiekaną
  • pęczek szczypiorku
  • 3 ząbki czosnku przeciśnięte przez praskę
  • 2 kostki bulionu wołowego
  • łyżeczka cebuli w proszku
  • 1/2 łyżeczki ziela angielskiego w proszku
  • 1/2 łyżeczki czarnego pieprzu
  • 1/2 łyżeczki suszonego tymianku
  • łyżeczka słodkiej papryki
  • łyżka stołowa koncentratu pomidorowego (czasem jest używany ketchup)
  • 2 łyżki stołowe oleju rzepakowego

Na odpowiednio dużej patelni rozgrzewamy olej, na początku zeszklimy cebulę, następnie dodamy drobno posiekane habanero (jeśli jesteście mięczakami może być świeże chilli, jeśli to jest dla was za ostre, nie profanujcie tej potrawy, pójdźcie do pobliskiego baru mlecznego na pierogi ruskie i pomidorówkę, bo beef patties nie są dla was). Gdy cebula i habanero się podsmażą a w kuchni będzie się unosił przyjemny aromat gazu pieprzowego, dodajemy mięso, smażymy je aż zrobi się brązowe i puści soki, wtedy dodajemy kostki rosołowe, koncentrat pomidorowy i drobno posiekany szczypior.  Redukujemy ogień pod patelnią i powoli mieszamy, na koniec dajemy przyprawy, i jeszcze dusimy przez 10min.

Tak gotowy farsz zostawiamy na lekkie przestudzenie a w międzyczasie rozwałkowujemy ciasto na placki o średnicy 15cm i grubości około pół centymetra. W taki placek wkładamy z 2 łyżki stołowe farszu i zamykamy sklejając brzegi razem, ja ugniotłem je tradycyjnie po polsku widelcem.

Pieczemy w piekarniku nagrzanym do 220 stopni C. przez 25 minut.

Można jeść na ciepło lub nawet wystudzone. Szybko podgrzewają się w mikrofali, są aromatyczne i kruche a ciasto pozostaje takie samo przez wiele dni. Jedno na przekąskę, dwa na lunch czy trzy na obiad. Palce lizać.

Smacznego.

Mięsny tort na cieście francuskim

Mięsny tort na cieście francuskim

Mięsny tort na cieście francuskim

Na urodziny kolega zamówił u mnie wytrawny tort z mięsem, jak mogłem odmówić? Jako fan mięsa, jedzący je jak dziecko cukierki tylko naturalnym było zrobienie tej pyszności.

Konstrukcja jest prosta, 3 blaty z ciasta francuskiego poprzekładane masą mięsno-serową, wszystko udekorowane serkiem kremowym z rzodkiewką i koperkiem.

Na blaty potrzebujemy 2 rulony ciasta francuskiego, z których używając talerza jako szablonu wycinamy 3 równe koła. Należy je upiec w piekarniku w temp. 240 stopni C przez 20-25min. Wyrosną na nawet 10 cm, będzie trzeba je lekko spłaszczyć po ułożeniu masy.

Do masy potrzebujemy:

  • 3 piersi z kurczaka
  • 2 cebule
  • 2 opakowania serka topionego (po 150g)
  • 100g tartego parmezanu
  • pół łyżeczki majeranku
  • pół łyżeczki lubczyka
  • sól / pieprz
  • łyżka oleju rzepakowego

Piersi z kurczaka przekręcamy przez maszynkę do mielenia mięsa. Lekko obsmażamy na patelni wraz z drobno posiekaną cebulą, solimy i pieprzymy. Redukujemy ogień pod patelnią i wrzucamy dwie kostki serka topionego, ja użyłem smaku ementaler. Gdzie nie jestem fanem serków topionych ponieważ to tłuszcz i emulgatory, to w tym przypadku akurat te emulgatory są mile widziane. Gdy serki się stopią i zaczną sklejać kurczaka, dodajemy parmezan (lub inny twardy dojrzewający ser dla lepszego aromatu). Dodajemy przyprawy i mieszamy aż będziemy mieli kremową serową masę z mięsem.

Wykładamy połowę masy na pierwszy blat, przykrywamy drugim, znów wykładamy resztę masy i przykrywamy trzecim obróconym płaską stroną do góry. Lekko dociskamy aż masa zacznie wychodzić bokami. Przesmarowujemy górę śmietankowym serkiem kremowym. Dekorujemy warzywami.

I gotowe. Z uwagi że to jest tort na zamówienie, miałem go nie robić na ostro (bez sensu!) normalnie dał bym pieprzu cayenne do masy i dla różnorodności na wyłożoną masę poukładał plasterki jalapeno.

Smacznego.